sobota, 7 kwietnia 2012

[15] Bądź przy mnie już na zawsze.

" Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że naprawdę możecie kochać tylko wtedy, gdy jesteście samotni? Zapytacie, jakie to ma dla miłości znaczenie. Oznacza to widzenie osób, sytuacji, rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości, a nie takimi, jakimi sobie wyobrażacie, że są. "

Wiatr delikatnie stukał o szybę, a krzyki z salonu dochodziły, aż do mojego pokoju.
- Niall boje się – szepnęłam wtulając się w jego nagi tors. Ale stop dlaczego ja się bałam ? Przecież powinnam to sprawdzić. Szybko wyczołgałam się z łóżka otwierając drzwi po czym zbiegłam do salonu. Czarnowłosa, szczupła kobieta o brązowych oczach, może miała gdzieś z czterdzieści lat.
- Tato o co chodzi ? - wyszeptałam przerażona zaciskając swoją dolną wargę. W jej dłoni widniał pistolet. Cholera co jakaś idiotka robiła w moim mieszkaniu celując do mojego ojca. Podeszłam do niego i położyłam swoją dłoń na jego ramieniu.
- Caroline wracaj do pokoju, ja to załatwię ! - wrzasnął na mnie, lecz ja nie zwróciłam na to uwagę. Jej twarz była mi cholernie znana. Jej głos, delikatny, melodyjny głos i ta czerwona szminka na ustach.
- Matth skarbie to, że zrobiłeś mi rozprawę w sądzie, wzięliśmy rozwód to nic. Chcę tylko Caroline, moją córkę. - powiedziała dość złowieszczo, a mi aż zakręciło się w głowie. Moja matka wróciła ? Moja matka celowała w mojego ojca pistoletem ? Cholera czy ja śnie ? Czy ja naprawdę śnie ! Poddałam się. Przytuliłam się delikatnie do ojca, a w moich oczach pojawiły się drobne łzy.
- Poddaje się ! Pojadę z Tobą. Pojadę, ale zostaw go w spokoju. Mamo, Melania jeżeli naprawdę jesteś tutaj, aby mnie wziąć do Siebie to poddaje się. Cholernie się poddaje. - powiedziałam bezsilnie spoglądając na mojego ojca, wzrokiem, że sobie poradzę. Chodź tak mogło nie być. Szybko pobiegłam na górę zamykając drzwi i zabrałam ubranie postanawiając się przebrać. Wzięłam szybką kąpiel zakładając na siebie czerwone rurki, białe polo, a na stopy wsunęłam białe trampki spoglądając na Niall'a, który nie wiedział o co mi chodzi.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Spoglądałem na nią dość długo, lecz w końcu wstałem z łóżka delikatnie chwytając jej dłoń.
- Moja matka. Ona wróciła i chce mnie do Siebie – wyszeptała przez co delikatnie podniosłem jej głowę i wpiłem się w jej wargi, z cholerną namiętnością. Nie wiedziałem co ta kobieta od niej chciała, ale jeżeli coś jej się tanie to nie popuszczę. Gdy oderwałem się od jej wargi szybko zeszedłem z nią na dół, spoglądając na tą niby jej matkę. Fakt faktem były podobne, lecz tamta trzymała w dłoni pistolet jakby miała ochotę kogoś zastrzelić. Ponownie musnąłem jej wargi, a kiedy ta wyszła spojrzałem na rodziców Caroline unosząc obie brwi ku górze.
- Jak długo ona tam będzie ? - zapytałem ale nikt nie odpowiedział. Musiałem coś zrobić. Musiałem jakoś dowiedzieć się tego wszystkiego. Ojciec dziewczyny skierował się do kuchni, więc poszedłem za nim ponownie zadając pytanie. Znów nic. Cisza. Uderzyłem dłonią o stół mrużąc przy tym złowieszczo oczy.
- Jak długo ? Jak długo ona tam będzie ? - wrzasnąłem, a Margaret położyła swoją dłoń na moim ramieniu, widząc jaki jestem nabuzowany złością. Mężczyzna jedynie powiedział, że postara się to wszystko załatwić więc sam ująłem kubek z kawą upijając z niego kilka łyków.

      .•*´`*•. .•*´`*•

To gdzie zostałam zawieziona mogłam nazwać jedynie zgorzkniałą dziurą. Wszędzie pałętały się niedopałki papierosów, strzykawki, a na stole był rozsypany jakiś proszek. Butelki alkoholu turlały się na ziemi jak opętane. I jeszcze te szczury ! Melania zaprowadziła mnie do czystego, odświeżonego pokoju. Rzuciłam na łóżko torbę, lecz zanik zdążyłam się rozgościć ta ujęła mój nadgarstek, chcąc abym poznała jej znajomych. Jedynie rozpoznałam Fedro ( osoba, która nakręciła moją matkę do ćpania ). Ten momentalnie posłał mi łobuzerki uśmiech, a gdy usiadłam obok innych jeden zaczął, jeździć opuszkami palców po moim kolanie.
- Cholera może Pan przestać ? Ja mam faceta ! - wrzasnęłam na niego, a ten odskoczył jak poparzony. Oparłam się łokciami na stół cicho wzdychając. Byłam tam kilka minut, a już tęskniłam za swoimi rodzicami. Godzina mijała, za godziną. W końcu wstałam od stołu i pokierowałam się do pokoju, gdzie wybrałam numer do Niall'a. Odebrał od razu.
- Niall proszę zabierz mnie z stąd ! Szybko ! - powiedziałam nie zwracając uwagi na to, że łzy spływają mi po policzkach. Chciałam jeszcze coś dodać, kiedy ktoś wparował do pokoju chwytając mnie w talli i przyciągając do siebie.
- To ja się teraz zajmie księżniczką. Melanie Twoja córeczka jest gorąca – powiedział rozłączając mnie z ukochanym po czym przyparł mnie do ściany muskając moją szyję. Wyrywałam się. Cholernie starałam się wyrwać temu okropnemu typkowi, który miał coś złego w planach. Mocno chwycił moje dłonie tak, że coraz bardziej zaczęłam płakać.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Stałem jak wryty trzymając telefon w dłoni. Zajmie się księżniczką ? Cholera ! W mojej głowie buzowało od emocji. Westchnąłem cicho pod nosem odstawiając kubek kawy.
- Jeżeli Pan nie ma zamiaru nic z tym zrobić to ja tam jadę ! Cholera jadę tam ! - wrzasnąłem pisząc wiadomość do chłopaków, aby mi pomogli. Minęło kilka godzin zanim przyjechali do Polski, ale kij. Zayn spoglądał na mnie dość zmartwionym wzrokiem, zaś Agnes wyciągnęła adres od Matth'a, aż w końcu wszyscy pokierowaliśmy się pod mieszkanie tej kobiety. Agnes szła przytulona do Lou, no tak wredne typki patrzyły się na nas jak oszalałe. Otworzyłem jeden z pokoju, a widząc Caroline odepchnąłem od niej kolesia momentalnie przytulając ją do siebie. Była przestraszona. Płakała. Cholernie nie mogła opanować emocji, które ją ogarniały.
- Niall – wyszeptała moje imię, na co pocałowałem ją w usta prosząc Malika aby zabrał jej torbę, tak też zrobił. Minęliśmy jeszcze Melanie, która krzyczała, że zobaczymy się w sądzie na co bezczelnie pokazałem jej środkowy palec. W mieszkaniu Caroline Matth wraz z Margaret siedzieli jak zbici z tropu. Poprosiłem resztę aby poszli z nią do pokoju, a ja postanowiłem porozmawiać z jej ojcem. Usiałem naprzeciwko niego, na fotelu unosząc obie brwi ku górze.
- Dziękuję chłopcze. Cholernie dziękuję – powiedział na co ja skinąłem głową. Martwił się o nią i mogłem to zobaczyć. Nie musiał mówić nic więcej. W końcu sam pokierowałem się do pokoju ukochanej.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Caroline bezbronnie usiadła na łóżku podkulając kolana pod brodę. Martwiłam się o nią, ponieważ nic nie mówiła. Zamilkła zamykając się w sobie. Chciałam ją przytulić, lecz jakoś nie byłam w stanie. Oparłam swoją głowę o ramie Lou zamykając swoje powieki. Margaret stwierdziła, że możemy zostać jeżeli jest taka potrzeba. Była. Była potrzeba, aby zostać z przyjaciółką.
- Wiem, że to nie odpowiedni temat, ale bierzemy z Louis'em ślub – powiedziałam, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę, a Caroline po chwili rzuciła się na mnie mocno przytulając. Z jej ust wydobył się cichy pisk. Zayn wyjął od razu szampana, ale ja odmówiłam. Źle się czułam, cholernie źle. Chciało mi się wymiotować, kręciło mi się w głowie.
- Agnes jesteś w ciąży ? - wybełkotała w końcu moja przyjaciółka, a ja skinęłam twierdząco głową przez co ona przytuliła mnie cholernie mocno po raz kolejny. Gdy Niall wszedł do pokoju, uśmiechnął się w moją stronę dzięki czemu bez problemu odwzajemniłam ów uśmiech. Nasze życie z Lou rozkwitało niczym pąki czerwonych róż.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Że co proszę ? Moja narzeczona była w ciąży ? Jak ? Dlaczego ? Kiedy ? Te pytania krążyły mi w głowie jak opętane. Musnąłem wargi swojej narzeczonej ( za niedługo przyszłej żony ) twierdząc, że musi odpocząć. Na całe szczęście przyszła teściowa Horana udostępniła nam jeden z kilku pokoi. Gdy do niego weszliśmy rzuciłem się z Agnes na łóżko, po czym wpiłem się w jej wargi pozbywając się, jej koszulki. Delikatnie wsunąłem swój język gładząc nim jej podniebienie. Jej paznokcie wbiły się w moje nagi plecy, a w cichym, ponurym pokoju można było słychać dźwięk naszych przerywanych oddechów, czy też bicie naszego serca. Nie śpieszyło mi się, aby być ojcem, lecz skoro tak się stało to niech tak będzie. Cieszyłem się. Boże nawet tego nie da się opisać słowami jaką miałem ochotę skakać z radości. Odwróciłem się tak, że tym razem ona siedziała na mnie okrakiem, a nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Stawały się jednością. Ba ! My byliśmy jedną jednością. Nie jak dwie połówki pomarańczy, tylko jak jedna cała pomarańcza. Byliśmy szczęśliwymi ludźmi.

      .•*´`*•. .•*´`*•

       - Sarah wróciła – zdołałem wybełkotać z siebie, kiedy siedziałem w pokoju razem z Malikiem. Liam dzielił swój osobno, a zresztą on jako jedyny był zajęty dzwonieniem do Danielle. Zayn nie wiedział co ma robić w tej sytuacji. Zobaczył na mojej twarzy nutkę zmartwienia. Mimo że miałem jej numer to po co mam dzwonić ? Tak darzyłem ją uczuciem, ale bałem się, że znów rozdzielimy się na pastwę losu.- Ja ją kocham Zayn. Po prostu kiedy poczułem ten szampon jabłkowy znów to uczucie wróciło. Kiedy się do mnie wtuliła wtedy na imprezie. Zayn ja ją kocham – powiedziałem ostatnie słowa ze łzami w oczach. Mimo że byłem facetem, także potrafiłem się rozkleić. Szampon jabłkowy, delikatny zapach perfum playboya czy też inne zapachowe mazidła. Znów to poczułem. Kiedy zamykałem swoje zielone tęczówki, widziałem to jak ogarnia swoje włosy do tyłu, poprawia elegancko swoje okulary ( które teraz zastąpiła na soczewki ) i ujawnia słodkie dołeczki, które tak cholernie kochałem. Wróciło jej zacne „ ja „, wróciło wszystko co było kiedyś. Malik delikatnie przytulił mnie do siebie jak prawdziwy przyjaciel. Wszyscy byliśmy dla siebie jak rodzina. Jak jedna wielka rodzina, pozwalająca naprawić to co działo się w naszym dawnym życiu. Jak ludzie wspierający siebie nawzajem.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Niall usiadł obok mnie na łóżku, więc oparłam swoją głowę o jego ramię przyglądając się śladom znajdującym się na nadgarstkach. Siniaki, siniaki i jeszcze raz siniaki. Zerknęłam kątek oka na Niall'a, który delikatnie musnął mój siny policzek, a na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Nic mi nie jest Niall i dziękuję. Dziękuję, że wtedy znalazłeś się obok niczym jakiś superbohater. Niall to wszystko tam działo się tak szybko. Ci ludzie, moja matka. Bałam się, ale Wy mi pomogliście. Niall ja nie wiem jak Ci to wynagro... - w tym momencie jego wargi delikatnie wpiły się w moje, przez co wplotłam opuszki palców w jego blond czuprynę. Jego język delikatnie gładził moje podniebienie, zaś jedna jego dłoń zaczęła gładzić mój policzek. Odrywając się ode mnie przygryzł moją dolną wargę, więc uśmiechnęłam się w jego stronę cicho wzdychając.
- Po prostu bądź – wyszeptał, a nasze usta znów stały się jedną połówką całej układanki. Stały się całością. Stały się tym, czym chciałam. Nasze pocałunki stawały się coraz namiętne, a za razem słodsze, a gdy przerwaliśmy to wszystko delikatnie pstryknęłam go w nos chichocząc cicho pod nosem, z tego, że mam takiego kogoś jak sam Niall Horan.

1 komentarz:

  1. Ja chcę więcej, więcej więcej ♥♥♥ Caroline, ja chcę WIĘCEEEEEJ !!! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń