sobota, 31 marca 2012

[7] One day I'm here and one day I'm there.


Kiedy zobaczyłam jak Zayn wypuszcza dym ze swoich ust, momentalnie wstałam z kanapy szybko kierując się na taras. Nie lubiłam jak facet nałogowo pali. Przecież to go w końcu zabije. Szybko wyrwałam mu papierosa rzucając na ziem i zdeptałam go mrużąc przy tym złośliwie oczy, lecz ten zaczął wyjmować kolejnego. Wyrwałam mu paczkę, którą trzymał w dłoni cicho wzdychając.
- Zayn to Cię zabije. Nie wolno Ci – wybełkotałam zmartwiona zagryzając dolną wargę. Naprawdę nie miałam zamiaru być na jego pogrzebie. Przecież on miał dopiero dziewiętnaście lat. Był jeszcze cholernie młody i nie mógł tak zatruwać sobie życia. Nie w moim otoczeniu.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Caroline i jej napierdzielanie o zabiciu. Może i mnie to zabije, lecz nikt nie rozumiał, jaką daje mi to satysfakcję. Przecież każdy miał nałóg. Inni ćpali, pili a ja ? Ja byłem uzależniony od papierosów, które doprowadzały mnie do stanu, że mój mózg kompletnie stała się nieczynny przez co na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Uśmiech, może był on pod wpływem nikotyny ale był. Przejechałem zakłopotany swoją dłonią po włosach, po czym karku zastanawiając się co mam jej powiedzieć.
- Dobra, dobra przestań narzekać, jęczeć czy Bóg wie co kobiety jeszcze robią w takim momencie – powiedziałem uśmiechając się złośliwie, na co ta bezlitośnie dźgnęła mnie pomiędzy żebra. Czuły punkt, każdej osoby. Nie rozumiałem kobiet, były one zbyt skomplikowane. Nie rozumiałem, jak one mogły dbać tak o swój wygląd. Dla nich każde pociągnięcie tuszem idealnych rzęs było ważne. Nawet nakładanie szminki sprawiało je w przyjemność. Wyjąłem z kieszeni swój telefon czując jak wibruje, a moje czekoladowe oczy zerknęły na wyświetlacz. Nathanielle Winsor była jedną naszych przyjaciółek. Właściwie to była moją przyjaciółką i od zawsze podobała się Niall'owi.
- Halo Nath ? Tak kochanie możesz wpaść – wyszeptałem od razu po odebraniu telefonu, a gdy się rozłączyłem oparłem się wygodnie o ścianę mieszkania zamykając oczy..

.•*´`*•. .•*´`*•

Nie minęło pięć minut, a zbuntowana, pełna emocji stałam pod domem chłopaków. Delikatnie nacisnęłam na dzwonek ( a może ja go molestowałam wciskając powtórz sama nie wiem, a zresztą nie ważne ). No więc nacisnęłam na dzwonek, a gdy otworzył Niall na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech. Chłopak chwycił mnie za nadgarstek wciągając do środka. Dzięki jego dotykowi mogłam poczuć tą falę dreszczy, która dopływała do mojego serca. Dopływała ? Ona dobijała się krzycząc „ ja pierdole umieram „. Jego niebieskie, niczym ocean oczy wpatrywały się we mnie z taką zawziętością.
- Cześć chłopcy – wyszeptałam cicho czując jak delikatne wargi blondyna lądują na moim policzku w drobnym muśnięciu, a ja sama zalałam się rumieńcami jak porąbana. Podobał mi się. Podobał mi się od momentu, kiedy pierwszy raz się pocałowaliśmy. Jak dobrze pamiętam było to w centrum Londynu przy jednej z fontann. Kiedy on przybliżył swoją twarz do mojej, a nasze wargi same się złączyły. Niby przypadkiem. Złączyły się w jednym, namiętnym pocałunku. Jego dłonie powędrowały na moją talie, zaś moje na moją szyję tworząc tak zwany koszyczek. Moje włosy ( ciut podchodzące pod blond ) opadały na twarz, ale to już koniec. Zayn wszedł do salonu z jakąś dziewczyną. Nie znałam jej, lecz wydawała się być sympatyczna. Ogarnęłam kosmyki włosów, które opadały mi na twarz po czym przytuliłam Malika, znów przysuwając się do Horana.
- Zagrajmy w podchody – wykrzyczał jak się nie mylę Harold, który wybiegł ze swojego pokoju jak opętany. Wszyscy podzieliśmy się na grupy. Ja byłam z Niall'em, Lou, Agnes zaś Zayn, Caroline i Harry byli drugą. Daddy postanowił wszystkich pilnować. Zgasiłam światło siadając wygodnie na kanapie, kiedy oni pobiegli się chować.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Momentalnie chwyciłem Caroline za nadgarstek słysząc, szept Harolda. Szybko pociągnąłem ją pod biurko, gdzie było dość ciasno. Jej twarz była cholernie blisko mojej, że mogłem poczuć jej oddech czy też bicie serca. Czubki naszych nosów stykały się ze sobą, a kącik moich ust uniósł się w górę tworząc uśmiech.
- Gnieciesz mnie Malik ! - usłyszałem jej donośny głos, po czym szybko zakryłem jej twarz dłonią lecz to nic nie dało. Co za upierdliwa kobieta. Kiedy odsłoniłem jej usta ta zaczęła piszczeć jak opętana. Przysunąłem się do niej ciut bliżej kładąc swoją dłoń na jej kolano, a gdy ktoś przesunął biurko jakoś tak się stało, że nasze wargi się ze sobą złączyły. Dobrowolnie położyła swoje dłonie na mojej szyi przedłużając pocałunek. Wiedziałem jak mam ją zamknąć. Harry po pewnym czasie wybiegł z pokoju jak pojebany, zaś moja towarzyszka wyczołgała się spod biurka zagryzając dolną wargę. Ja oczywiście wyszedłem od razu za nią nerwowo przejeżdżając swoją dłonią po czarnych włosach.
- Idę zapalić – wybełkotałem chwytając paczkę papierosów i pokierowałem się w stronę tarasu, biorąc jednego do ust. Kiedy go zapaliłem poczułem się wolny, lecz gdy się nim zaciągnąłem wypuszczając dym ulżyło mi. Cholernie mi ulżyło.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Caroline była jakaś dziwna. Bezbronnie usiadła na kanapie podsuwając swoje kolana do brody nic przy tym nie mówiąc. Usiadłam obok niej ogarniając z ramienia kosmyki swoich rudych włosów, a gdy ta oparła na nim swoją głowę cicho westchnęłam.
- Pocałował mnie – wybełkotała upewniając się czy jesteśmy same. W jej oczach pojawiło się coś, czego nigdy nie widziałam. Nie za bardzo wiedziałam o kogo chodzi. Nigdy nie potrafiłam domyślić się w takich sprawach.
- Wiem, że Niall cię pocałował – powiedziałam po chwili ciszy z nutką szczęścia, lecz ta dziwnie kiwnęła głową w stronę tarasu, nie potrafiąc wydusić z siebie imienia chłopaka. Zayn ? To on zetknął swoje wargi z jej ? Co za skurwysyn ! Odsunęłam się od Caroline wstając z kanapy, po czym sama poszłam w stronę chłopaka, który cicho westchnął pod nosem. Teraz zauważyłam, że Louis siedział w swoim pokoju, zaś Nath wraz z Niall'em gdzieś poszli.
- Zayn ? Mogę Cię o coś zapytać ? - wybełkotałam na co ten skinął głową. Wzięłam głęboki wdech spokojnie wypuszczając powietrze, chodź buzowało mnie mnie grono emocji. Ale co musiała czuć w tym momencie Car ? Sama nie wiedziałam i wolałam się tego nigdy nie dowiedzieć.
- Jeżeli coś do niej czujesz to jej to powiedz dobrze ? Dlaczego Caroline ? - wybełkotałam cicho delikatnie opierając swoją głowę na jego ramieniu. Nie odzywał się. Milczał niczym grup, więc wyszłam z tarasu kierując się do pokoju Lou, który siedział na łóżku.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Nie miałem ochoty na zabawę w podchody. Nigdy tego nie lubiłem. Nie w momencie, kiedy przyjechała Nath. Postanowiliśmy iść do centrum Londynu, właściwie kiedy zobaczyłem znaną nam fontannę zagryzłem dolną wargę chwytając dziewczynę w talli i przysuwając cholernie blisko.
- Pamiętasz ? Tu się pocałowaliśmy pierwszy raz – wybełkotałem kładąc jedną dłoń na jej policzku, którego gładziłem opuszkami palców. Jej oczy skrywały cholerną tajemnicę. Przysunąłem swoją twarz do jej, a nasze usta złączyły się w jedną całość. Znowu to poczułem, a mianowicie to jakby ktoś potraktował mnie paralizatorem. Właściwie moje uczucie do niej nigdy nie wygasło. Ba ! Nie mogłem zapomnieć o jej pełnych nadziei oczach, uśmiechu którym obdarowywała mnie z samego rana, czy choćby jej chodzenia w samej bieliźnie po pokoju. Pierwsza miłość nigdy nie umiera. Wsunąłem swój język do jej ust delikatnie gładząc nim podniebienie, a ta wcisnęła swoją dłoń pod moją koszulkę gładząc mój tors zimnymi opuszkami palców. Chciałem ją mieć tylko dla Siebie. Tylko po to, aby była kimś więcej niż przyjaciółką. Chciałem, aby była moją własnością już na zawsze.

[6] You can break everything I am.


Oparłam delikatnie swoją dłoń na klatce piersiowej Niall'a w końcu podając mu koszulkę, a sama zapięłam guziczki w swojej cicho chichocząc. Wiedziałam, że kiedy pójdą zacznie mi się nudzić. Nawet teraz czułam się dość dziwnie. Wstałam z łóżka poprawiając swoje rozczochrane włosy, po czym śmiesznie zmarszczyłam nos.
- Idę chyba coś zjeść – wyszeptałam, na co blondy także stanął na nogi delikatnie muskając moje wargi. Czułam się szczęśliwa. W cholerę szczęśliwa jak nigdy.
- Albo co Ty na to aby iść do was ? - zaproponowałam, na co ci skinęli głową. Szybko założyłam skórzaną kurtkę, chwytając Niall'a za dłoń. Pokierowaliśmy się do mieszkania chłopaków. Mieszkania ? Kurwa ! Przecież to był zamek ! Niall szybko otworzył drzwi wpuszczając nas przodem. Harry czytał jakąś książkę ( prawdopodobnie Kamasutrę ) robiąc przy tym dość ciekawe miny. Zakradłam się do niego na palcach delikatnie unosząc obie brwi ku górze widząc napis „ Pozycja na Hiszpana „.
- Ciekawe – wyszeptałam, na co loczek podskoczył przerażony słysząc mój głos, po czym szybko zamknął książkę. Tak, to była Kamasutra. Zayn przeglądał swoje odbicie w przenośnym lusterku, zaś Liam chodził po kuchni jak oszalały. Normalnie rodzinka w komplecie.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Kiedy szepnęła mi do ucha moja mina była bezcenna. Wprost nie mogłem wydobyć z siebie, żadnego słowa. Lecz stop ! Co do kurwy nędzy kobieta robiła w naszym mieszkaniu ? Skierowałem swój wzrok na Niall'a, który zaczął podkradać ciastka, które leżały obok mnie na sofie. Ogarnąłem swoje loki z czoła marszcząc przy tym zabawnie brwi, tym razem kierując wzrok na Lou.
- Misiu pysiu – wyszeptałem, widząc jak przyciska do siebie rudowłosą dziewczynę. Przecież byliśmy Larry Stylinson. Lou mnie zdradzał ? Do moich zielonych oczów zaczęły napływać łzy. Byłem tylko facetem, ale tu chodziło o mojego najlepszego przyjaciela. O to, że byliśmy Larrym. Może udawanym ale byliśmy. Wstałem z kanapy po czym szybko pobiegłem do swojego pokoju, gdzie rzuciłem się na łóżku wtulając twarz w poduszkę.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Harry wybiegł. Od tak. Po prostu ulotnił się ze łzami w oczach. Cholera co ja zrobiłam ? Zepsułam Larry'ego. Zacisnęłam swoją dłoń w pięść spoglądając na drzwi do pokoju Harolda. Delikatnie odsunęłam się od Louisa szybko się tam kierując. Chwyciłam za klamkę otwierając drzwi, po czym podeszłam do niego siadając na łóżko.
- Harry ? - wyszeptałam cicho kładąc swoją dłoń na jego ramieniu. Do moich oczów także zaczęły napływać łzy. Czułam się winna. Winna, że przyszłam do nich bez żadnego powodu. Winna, że Larry może już nie istnieć. Styles szybko przykrył się kołdrą tak abym na niego nie paczyła. Bał się. Bał się, że wyśmieje jego łzy.
- Harry ? Larry nadal istnieje. Mimo tego, że go kocham mogę zniknąć, aby Larry Stylinson był dalej. Rozumiesz ? - ponownie szepnęłam po chwili ciszy, widząc jak loczek siada obok mnie i delikatnie się do mnie przytula. Louis wbiegł do pokoju pytając czy mogę zostawić ich samych. Oczywiście zgodziłam się. Szybko wstałam z łóżka wychodząc i zamykając za sobą drzwi.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Wolnym krokiem podszedłem do łóżka siadając obok swojego przyjaciela. Objąłem go delikatnie ramieniem pozwalając, aby się do mnie przytulił. Potrzebował mnie bardziej niż kogokolwiek. Potrzebował mnie, bardziej niż kotów.
- Spokojnie Harry. Cii … - wyszeptałem nucąc jego ulubioną piosenkę pod nosem i delikatnie się kołysząc. Dłońmi jeździłem po jego plecach. Nie ! Nie byłem gejem ! Byłem tylko dobrym przyjacielem czy jak kto woli bratem. Byłem tylko osobą, która nie mogła zostawić Harolda samego.
- Boje się Lou. Boje się, że mnie zostawisz – wydukał przez łzy, które bezlitośnie spływały po jego policzkach. Delikatnie otarłem je nadgarstkiem. Jak on mógł tak myśleć ? Cholera co mu przyszło do głowy ! Zagryzłem swoją dolną wargę, przytulając go mocniej. Czułem jak bije jego serce. Czułem jak łzy tworzą dużą plamę na mojej koszulce.
- Styles nie zostawię Cię. Nigdy. Nawet jeżeli potrącił by Cię pociąg to wskoczyłbym za Tobą. Nawet jeżeli poszedłbyś na randkę poszedłbym z Tobą. Harry jeżeli by coś Ci się stało nie wybaczyłbym sobie tego i popełniłbym samobójstwo – powiedziałem nie dopuszczając do siebie myśli, że coś może mu się stać. Po kilku minutach chłopak zasnął w moich ramionach. Wstałem z łóżka okrywając go po czym pogłaskałem jego loki, a ten mimowolnie się uśmiechnął. Kiedy wyszedłem z pokoju śmiechy ucichły. Wszyscy skierowali na mnie swoje oczy.
- Zasnął – szepnąłem ostrożnie zamykając drzwi i usiadłem obok Agnes obejmując ją ramieniem. Miałem przy sobie najcenniejszy skarb całej ludzkości. Miałem przy sobie wspaniałą kobietę. Kobietę z marzeń.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Chwyciłem babeczki w swoje dłonie, po czym wepchnąłem jedną Liamowi przed nos. Ziam. To taki właśnie tworzyliśmy bromance. Sam jedną z babeczek wepchnąłem do swoich ust cicho mlaskając. Uwielbiałem kiedy on robił coś dobrego i co najlepsze dziewczyną, także to zasmakowało. Było widać rozkoszną minę Caroline, która zajadała się ze swoim ukochanym czy też Agnes, pytając się czy nie mamy tego więcej. Całe szczęście, że Liam był doskonałym kucharzem, chociaż bał się łyżek. Uwielbiałem jak robił kurczaka na ostro, to było lepsze niż jedzenie w jakiejś restauracji. Włączyliśmy film na co ja wyjąłem z paczki jednego papierosa wstając z kanapy i pokierowałem się na taras, od razu go odpalając. Zaciągnąłem się nim opierając się o ścianę, aż w końcu wypuściłem dym z ust co jakiś czas zerkając na osoby siedzące w salonie.

[5] I’m waiting, waiting, just waiting.


Nawet nie zauważyłam kiedy on mocno przytulił mnie do siebie pozwalając, abym zalała mu czerwone polo swoimi łzami. W głębi serca cieszyłam się, że mogłam się do niego teraz przytulić ale wszystko było taki trudne. Nikt mnie nie rozumiał. Nikt nie rozumiał bólu bezbronnej dziewczyny. Powoli podniosłam na niego swoje brązowe tęczówki, w które ten spojrzał nieco zdziwiony. Na koncercie miałam niebieskie soczewki. Często je nosiłam, kiedy nie chciałam aby ktoś wpatrywał się moje naturalne. Naturalne, ciemne niczym drobinki kawy oczy. Nasze twarze były tak blisko. Czułam na swojej jego oddech, jego każde drgnienie, to jak nerwowo przełykał ślinę. Słyszałam i czułam wszystko co się dało. Momentalnie odsunęłam się od niego cicho wzdychając.
- Przepraszam zaraz wrócę – wybełkotałam zabierając jakieś ubranie i pokierowałam się pod prysznic. Musiałam otrząsnąć, się ze wszystkiego. Założyłam na siebie niebieskie polo i czarne rurki, pozwalając aby świeżo wysuszone włosy opadały na moje ramiona w toksycznym nieładzie. Otworzyłam drzwi do pokoju, a widząc, że Agnes wraz z Lou zniknęła usiadłam na łóżku obok Niall'a, który objął mnie ramieniem.

.•*´`*•. .•*´`*•

Wraz z Louisem postanowiliśmy wybrać się do Milk shake City, które znajdowało się w pobliżu. Idąc nie potrafiłam wydusić żadnego słowa, dopiero kiedy weszliśmy do środka zamawiając shake One Direction i zajmując stolik szukałam w głowie jakiegoś tematu. Przyłożyłam rurkę do ust upijając kilka łyków. Nutka orzechów, żelków, twix'sa i czegoś tam jeszcze. Same słodkości.
- Smaczny – wybełkotałam na co chłopak siedzący obok skinął głową delikatnie obejmując mnie ramieniem. Mogłam tkwić w takiej pozycji całą wieczność, ale niestety. Louis odsunął się ode mnie odkładając shake na stolik i ujął moje dłonie spoglądając głęboko, w te ciemne oczy, których tak nie lubiłam. Jego twarz zbliżyła się tak blisko, że czubki naszych nosów się stykały, a usta ? Górny kącik jego ust powędrował ku górze tworząc łobuzerski uśmiech. Louis Tomlinson połączył swoje wargi z moimi. Moje dłonie powędrowały na jego szyję tworząc tak zwany koszyczek a nasze ciała przywarły do siebie jak oszalałe. Chciałam tego. Chciałam poczuć usta Tomlinsona. Chciałam dowiedzieć się jak całuje ten marchewkowy potworek. Bardzo chciałam.

.•*´`*•. .•*´`*•

Moja męska dłoń powędrowała na jej udo, które delikatnie gładziłem przez czerwone rurki. Czerwone rurki, doskonale dopasowane do jej szczupłej talii. Uśmiechałem się sam do siebie przez pocałunek mając nadzieję, że jej się podoba. Delikatnie wepchnąłem swój język do jej ust gładząc nim podniebienie. Nie miałem zamiaru się od niej odrywać, lecz niestety zrobiłem to. Na koniec przygryzłem jej dolną wargę otwierając swoje niebieskie oczy. Buzowało we mnie jak nigdy. Chwyciłam swojego shake upijając kilka łyków.
- Świetnie całujesz – szepnąłem delikatnie pstrykając ją w nos i teraz dostrzegłem jej rumieńce, które ją ogarnęły. Położyłem swoją dłoń na policzku dziewczyny gładząc go opuszkami palców. Bałem się. Bałem się, że jeżeli popełnię jakiś błąd stracę ją na zawsze. Byłem wobec niej szczery. Całowała niczym profesjonalistka. Jak nigdy inny. Całowała tak jakby bała się, że mnie tym zrazi. Miała takie delikatne malinowe usta, których dotyk czułem do teraz.
- Może wrócimy ? - zaproponowałem wstając z miejsca, a kiedy Agnes zrobiła to samo ująłem delikatnie jej dłoń splatając nasze palce i oboje wyszliśmy z budynku wolnym krokiem kierując się w stronę mieszkania. Przy niej ogarniało mnie szczęście. Dawała mi więcej energii niczym marihuana. Energi szczęścia.

.•*´`*•. .•*´`*•

Siedzieliśmy z Caroline w milczeniu. Próbowałem do niej dotrzeć. Próbowałem wszelkich sposobów, które przychodziły do mojej głowy. Przybliżyłem się do niej jeszcze bardziej po czym ująłem jej twarz w swoje dłonie spoglądając w jej, tym razem brązowe tęczówki. Były w nich łzy, a także nutka nadziei, która nie tylko ją ogarniała. Położyłem swoją dłoń na jej policzku gładząc go opuszkami palców, a kiedy zobaczyłem na jej twarzy uśmiech, sam pokazałem swój aparat, którego tak cholernie się wstydziłem. Moje serce dudniło w rytmie rocka ( chyba rocka ). Chwyciłem poduszkę do ręki delikatnie bijąc nią w dziewczynę, która wybuchnęła śmiechem biorąc następną. I tak zaczęła się cała zabawa, która nie trwała długo, gdyż wylądowałem wprost na niej. Podparłem się dłońmi aby ją nie przygnieść, po czym skupiłem swój wzrok na jej pełnych fascynacji oczów. Przybliżyłem swoją twarz do jej, a nasze usta same się złączyły. Czułem jak wodzi swoimi dłońmi po moich plecach, aż w końcu jedna z nich trawiła pod moje polo gładząc mój tors. Pozwoliłem jej na to. Wsunąłem swój język do jej ust jeżdżąc po jej podniebieniu. Nasze języki tańczyły w tym samym rymie, a serca doskonale się zgrywały.

.•*´`*•. .•*´`*•

Nie przypuszczałam, że tak będę łagodzić swój ból. Ja Caroline Clark obmacująca Niall'a Horana najseksowniejszego piosenkarza w moim życiu. Obmacująca ? Tak. Miałam go teraz dla siebie. Przymknęłam swoje oczy rozkoszując się tą wspaniałą chwilą. Chwilą kiedy nasze usta tworzyły jedną wspaniałą całość. Chwilą, kiedy cały ból ustąpił, a w moim brzuchu pojawiły się motyle. Nie wiem dlaczego, ale z powodu emocji które mnie ogarniały pozbyłam się jego czerwonego polo, kładąc jedną dłoń na jego karku, zaś druga jeździła po jego klatce piersiowej. Czułam jak jego serce bije w dość szybkim rytmie. Czułam to czego nie mogła poczuć żadna fanka. Niall Horan. Niebieskooki blondyn, mający zaledwie sto siedemdziesiąt jeden centymetrów wzrostu pożądał mnie tu i teraz. Pożądał tego ciepła, które ode mnie biło. Śmiech Agnes mogłam usłyszeć z korytarza. Niall chciał się już ode mnie oderwać.
- Nie ! Niall nie przestawaj – wyszeptałam kiedy zaczął muskać moją szyje. To dawało mi tyle przyjemności, lecz gdy Agnes otworzyła drzwi momentalnie go z siebie rzuciłam nieco zakłopotana, ale to raczej ona powinna być zakłopotana.

.•*´`*•. .•*´`*•

Wlekliśmy się po schodach jak porąbani. Przecież była jeszcze winda ale nie ! Louis jak zwykle uparł się na schody. Wolnym korkiem szłam korytarzem spoglądając na Lou, kiedy to nagle chwyciłam go za białą koszulkę w paski wpijając się w jego wargi. Delikatne, pełne wargi. Chłopak podniósł mnie do góry tak, że oplotłam swoimi nogami go w pasie nie przerywając pocałunku. Moje rude włosy delikatnie opadały na moją szyje. Louis chwycił za klamkę otwierając drzwi, a gdy usłyszałam cichy chichot osobników przerwałam pocałunek spoglądając na nich dość dziwnie. Niall leżał obok Caroline bez podkoszulki, zaś ona miała niedopięte guziki w swoim niebieskim polo. Byli tacy podobni, niczym Ja i Louis.

[4] Spraw aby moje serce było w dziwnym rytmie.


- Spierdalaj ! - usłyszałam krzyk. To chyba była Caroline, jak dobrze zrozumiałam rozmawiała z jakimś facetem. Otworzyłam swoje zmęczone powieki przecierając je delikatnie dłońmi, po czym rozejrzałam się po pokoju. Dziewczyna stała przy oknie zalana łzami. - Mówiłam Ci odpierdol się – znów wrzasnęła po chwili ciszy, przez co wyskoczyłam z łóżka jak oparzona podbiegając do niej i wyrywając jej telefon. „ Nikolas„ to imię widniało na jej wyświetlaczu. Bez pytania nacisnęłam czerwoną słuchawkę przytulając zapłakaną przyjaciółkę. Mimo tego, że nie byli razem ona nadal go kochała. Nawet kiedy była z Niall'em nie mogła przestać o nim myśleć. O skurwysynie zatruwającym jej serce. I w tym oto momencie zaczęłam się bać. Bać o to, że coś sobie zrobi. Caroline stwierdziła, że musi iść do łazienki. Tak też zrobiła. Zabrała ze sobą telefon czytając przychodzące wiadomości. Teraz sama zaczęłam się zastanawiać, czy Londyn to był dobry pomysł, ale wiedziałam za co nie lubiłam tak tego chłopaka. Mianowicie za to, kim był. A przeszłości nie miał wcale takiej kolorowej

.•*´`*•. .•*´`*•

Momentalnie zamknęłam drzwi do łazienki opierając się o nią. Wszystko było tak jakby przez mgłę. Delikatnie zsunęłam się z płaczem po ścianie tym razem nie ukrywając łez. Byłam sama. Całkiem sama i nikt nie potrafił mi z tym pomóc. Co z tego, że nadal go kochałam ? Nic ! Nikogo to nie obchodziło. Nikogo nie obchodziły nasze kłótnie i wzajemne kłamstwa. Nawet o Milk Shake City miałam gdzieś. Jeżeli Agnes chciała iść to proszę bardzo. Według mnie marzenia nie istniały i nigdy nie będą istnieć. Cichaczem poczołgałam się na czworakach, do białej półki otwierając jedną z szufat wyjmując kosmetyczkę, którą otworzyłam. Nadal nie rozumiem po co trzymałam w niej, ten cholerny naszyjnik z żyletką.
- Jeżeli kiedykolwiek nie będziemy razem zrób to – wyszeptałam przypominając sobie słowa mojego ukochanego. Wygodnie oparłam się o białą szafkę przykładając narzędzie do nadgarstka. Serce krzyczało nie rób tego, zaś mózg kazał mi to zrobić. Poczułam jak owe narzędzie wbija mi się w ręce, a czerwona maź zaczęła wydobywać się z małego nacięcia. Małego ? Tak. Za każdym razem stawało się coraz większe. Za każdym razem czułam więcej łez, czułam jak ból tak jakby odlatuje. Czułam jakbym to ja odlatywała. Jakbym trawiła gdzieś indziej.
- Cholera krew ! - wrzasnęłam na cały głos w końcu otwierając oczy swoje brązowe tęczówki. Cholera co ja najlepszego zrobiłam. Wstałam z podłogi nie zwracając uwagi, iż krew kapała na białe kafelki. Chciałam usłyszeć głos Agnes. Agnes, która otworzy mi oczy opieprzając mnie jak idiotkę. Podeszłam do drzwi otwierając je, a widząc Agnes cicho westchnęłam.
- Przepraszam – wybełkotałam ponownie zsuwając się po zamkniętych drzwiach. Co ja mogłam więcej powiedzieć ? Wybacz jestem chora psychicznie. Wybacz, chcę wracać do Polski bo go kocham. Musiałam z tym walczyć, a jak nie bez bólu to z nim. Z nim i z nutką krwi.

.•*´`*•. .•*´`*•

Siedziałam wygodnie na łóżku, kiedy drzwi do łazienki się otworzyły. Czarnowłosa jak gdyby nigdy nic zsunęła się po drzwiach wypowiadając jedno słowo. Momentalnie zmierzyłam ją od góry do dołu, a widząc żyletkę podbiegłam do niej kucając przed nią. Ujęłam jej zranioną dłoń spoglądając w jej załzawione oczy. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Dlaczego ? Dlaczego ona miała takie głupie pomysły.
- Oddaj mi to ! - wykrzyczałam po chwili ciszy, a gdy ta wręczyła mi niebezpieczny przedmiot momentalnie wrzuciłam go do kosza biegnąć do łazienki po apteczkę. Zawinęłam jej nadgarstek po czym usiadłam obok przytulając ją do siebie. Gesty wyrażały dużo więcej niż słowa. Wyrażały coś wspaniałego, a ona tego potrzebowała. Potrzebowała najmniejszego gestu z mojej strony.
- Pierdole zostajemy tutaj. Czekaj zadzwonię do Lou – wybełkotałam wstając i zabrałam telefon szukając kartki, którą dał mi Louis. Wybiłam numer czekając na sygnał. Pięknie jeszcze nie odbierał. Trudno trzeba próbować do skutku. Ponownie nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nic. Po kilku próbach postanowiłam napisać mu wiadomość, że nie mogę zostawić Car samej. Dodałam też, że przepraszam za to wszystko, bo doskonale wiem, iż mieliśmy spędzić czas w czwórkę, a na dodatek opisałam mu co stało się Caroline. Teraz wystarczyło tylko czekać. Czekać na zbawienie, aż w końcu to wszystko odczyta. Miejmy nadzieję, że nie będzie zły.

.•*´`*•. .•*´`*•

Dźwięk wibrującego telefonu rozniósł się po całym pokoju. Byłem zmęczony. Niechętnie odwróciłem się na drugi bok, lecz to nic nie dało.
- Louis ! Louis ! - wykrzyczał ktoś nad moim uchem. Otworzyłem przerażony swoje niebieskie tęczówki spoglądając na Harolda, który paradował w samych bokserkach. Jak to on trzymał mój telefon w swoich dłoniach.
- Dzięki – wybełkotałem obierając go po czym przeczytałem wiadomość od Agnes, która była dość długa. Właściwie sam zacząłem się martwić czytając ostatni akapit. Jak to Caroline cierpiała ? Przecież wczoraj ociekała radością. Momentalnie wyskoczyłem z łóżka poprawiając swoje bokserki, po czym pobiegłem pod prysznic. Nie miałem zbytnio czasu, a jeszcze musiałem obudzić tego żarłoka. Wcisnąłem na swój zgrabny ( według mnie dość kobiecy ) tyłek czerwone rurki biorąc jakąś koszulkę w dłoń. Wsunąłem telefon do kieszeni po czym pobiegłem po pokoju Niall'a.
- Niall ! Niall ! Wstawaj ! Mamy problem ! - wrzeszczałem jak opętany, lecz ten najwidoczniej spał jak zabity. Wskoczyłem na niego po czym delikatnie pociągnąłem go za blond włosy, a ten otworzył oczy jakby zobaczył ducha. Oczywiście wpatrywał się w mój nagi tors.
- A tak wybacz. Wstawaj z łóżka Caroline ma kłopoty – ponownie wrzasnąłem zakładając na siebie koszulkę po czym wstałem z niego i sam pobiegłem w stronę drzwi rzucając na oczep się słowo „ masz 5 minut Horan ! „ chodź wiedziałem, że całe oczekiwanie będzie trwało dłużej.

.•*´`*•. .•*´`*•

- Mamo jeszcze chwilę ! Mamo chcę naleśniki – wymruczałem przez sen, kiedy ktoś na mnie wskoczył. Nie przejąłem się tym do czasu, gdy nie poczułem macania swoich blond włosów. Otworzyłem niebieskie tęczówki, spoglądając na tors Lou a słysząc, że Caroline ma kłopoty zerwałem się z łóżka jak pojebany. Lubiłem ją. Wyglądała na bardzo miłą i słodką dziewczynę. Miała takie głębokie, niebieskie niczym ocena oczy, a do tego te malinowe, pełne wargi. I uśmiech, który pokazywał jej idealne, białe a za razem równe zęby. Pobiegłem pod prysznic, który nie trwał dość długo. Przecież kobieta miała kłopoty, a mnie już totalnie dopadało zmartwienie. Założyłam jasne rurki, po czym czerwone polo starając się spokojnie zapiąć guziki. Cały się trząsłem, a kiedy w końcu zrezygnowałem pobiegłem jeszcze do sypialni zabierając telefon i nie ogarnięty założyłem swoje buty wybiegając razem z Lou. Całe szczęście, że Agnes podała nam adres. Wbiegliśmy po schodach na górę otwierając drzwi do ich pokoju. Caroline siedziała zapłakana w ramionach Agnes. Szybko do niej podbiegłem pomagając jej wstać, po czym przytuliłem ją do siebie.
- Nie płacz. Nie płacz ja jestem przy Tobie – wyszeptałem chodź mi samemu zbierało się na łzy widząc ją w takim stanie. A mówią, że mężczyźni nie płaczą. Ja należałem do tych wrażliwych. Do tych, którzy nie potrafią wyrazić uczuć słowami, ale za to potrafią je pokazać oddając w nie całe swoje serce.

[3] A kiedyś kupie nóż i zostanie tylko nas dwoje.


Cichy pomruk Agnes rozniósł się po całym pokoju. Otworzyłam swoje brązowe powieki wstając z łóżka. Była dopiero godzina ósma. Cichaczem wyszłam z naszego wspólnego pokoju wkładając na stopy zielone papucie, po czym pokierowałam się na dół do kuchni. Kuchni ? Raczej restauracji, gdzie zamówiłam naleśniki i swoją ulubioną kawę. Zabrałam się za wolne spożywanie posiłku, co jakiś czas rozglądając się po pomieszczeniu. Kiedy zjadłam skierowałam się na górę, szybko pod prysznic. Założyłam na siebie krótką, zieloną sukienkę, która doskonale podkreślała moją drobną figurę. Agnes, także kręciła się już po pokoju. Miała na sobie czerwone rurki, białą koszulkę w niebieskie paski i szelki. Jej rude włosy delikatnie opadały na jej ramiona. Zabrałam wejściówkę na koncert podając jedną Agnes. Wsunęłam na swoje stopy szpilki, zaś ona czerwone trampki i obie wyszłyśmy kierując się pod wielki budynek. Nie znałyśmy Londynu zbyt dobrze, lecz szybko trafiliśmy do owego budynku. Widok busa chłopaków zaparł nam dech w piersiach. Pokierowałyśmy się do budynku, a gdy się w nim znaleźliśmy próbowałyśmy szukać ich garderoby. Nie trwało to długo. Ochroniarz ( albo raczej mięśniak ) stojący przy drzwiach zmierzył nas od góry do dołu.
- Czego Panie tutaj szukają zbawienia ? - zaczął, kiedy miałam okazję nacisnąć już klamkę. Niechętnie pokazałam mu wejściówkę, na której było moje imię i nazwisko, po czym zaczął się sprawdzaniem Agnes w końcu pozwalając nam wejść. Otworzyłam drzwi zgryzając dolną wargę, a widząc mojego idola zapinającego guziki od czerwonego polo, chwyciłam się jakiegoś przedmiotu powstrzymując się od emocji. Agnes miała tak samo, lecz jej wzrok pokierował się na Louisa zajadającego marchewkę. Obie otrząsnęłyśmy się po czym podeszliśmy do nich.
- Caroline i Agnes – wybełkotałam cicho pod nosem podając, każdemu po kolei dłoń lecz kiedy byłam przy Horanie momentalnie spojrzałam w jego niebieskie oczy, a na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. On także uśmiechnął się ukazując przy tym swój aparat na zęby. Lou przytulił do siebie rudowłosą dziewczynę, która przez to promieniowała.
- Niall może to głupie ale czy mogę autograf ? - zapytałam wyjmując z torebki Agnes płytę i jego plakat. On bez problemu się zgodził zabierając rzeczy, na których złożył swój podpis. Oddając mi je, jego dłoń delikatnie przejechała po mojej. Cholera palpitacja serca ! Tak. To było, to co ogarnęło nas obie. Nic nie trwało długo, chłopcy musieli wyjść na scenę. Puścili nam tylko przelotne spojrzenia, aż w końcu stało się …. krzyk fanek rozniósł się wszędzie. Dudnił mi w głowie jak popierdolony. Usiadłam na krześle, nawet nie zwracając jak jest podpisane.
- Idziesz Car ? - usłyszałam pytanie Agnes, lecz nie miałam siły na nie odpowiadać, więc z tego powodu rudowłosa dziewczyna wyszła zostawiając mnie samą. Samą w ich wielkiej garderobie. Samą ze swoim odbiciem w lustrze. Piosenka One Thing dudniła mi w myślach. Każde słowo, które było zaśpiewane z taką pasją. Każda zwrotka. Wszystko ! Kompletnie wszystko. Chwyciłam płytę z autografem Niall'a do ręki mrużąc przy tym oczy.
- A kiedyś kupię nóż i zostanie tylko nas dwoje. Tylko Ja i Ty – wybełkotałam pod nosem z delikatnym uśmiechem na twarzy. W moich oczach można było dostrzec łzy. Łzy z powodu spełnionego marzenia. Cisza. Kalsk fanek, piski wszystko ustąpiło, a drzwi do pomieszczenia nagle się otworzyły. Stał w nich blondyn. Jego niebieskie oczy momentalnie skierowały się w moją stronę, a zapach perfum pomieszany z nutką męskiego potu rozniósł się wszędzie. Podszedł delikatnie chwytając butelkę wody, która stała obok mnie.
- Louis ! Puszczaj mnie ! - damski pisk. Tomlinson wbiegł do garderoby trzymając Agnes na rękach, a ona wcale nie próbowała mu się wyrwać. Była szczęśliwa. Ujrzałam nadzieję, a za razem szczęście w jej pięknych oczach. - Idiota – syknęła ruda, kiedy ten postawił ją na ziemie, po czym delikatnie przytulił gładząc ją po plecach. Podniosłam swój zacny tyłek z krzesła chwytając rzeczy po czym cicho westchnęłam chcąc już wyjść. Chciałam wrócić do domu. Tak cholernie chciałam położyć się w łóżku, mając nadzieję, że jeszcze kiedyś ich spotkam.
- Idziesz już ? - zapytał Harry dziwnie ruszając głową i spoglądając na Niall'a. Agnes także się zmartwiła, ponieważ trudno było jej się odsunąć od swojego idola. Trudno było wyrwać się z jego objęć, którymi ją tak cholernie obdarzał. A znali się zaledwie kilka minut. Stało się. Ona delikatnie oderwała swoje ciało od jego ciała rozpromieniona, chodź w jej sercu znajdowała się nutka bólu. Bólu a za razem przerażenia. Wyszłam z tam tond cholernie szybko nawet nie zauważając, że Agnes bierze coś od chłopaków. Szybkim krokiem weszłam do hotelowego pokoju zdejmując swoje szpiki i rzucając wszystko na biurko, a sama bezsilnie opadłam na łóżko zamykając swoje oczy. Po moich policzkach delikatnie spływały łzy, lecz kiedy weszła Agnes szybko je otarłam uśmiechając się sztucznie, a ta rzuciła we mnie małą zieloną karteczkę.
- Chcąc się z nami spotkać. Jutro w Milk Shake City – powiedziała Agnes skacząc jak głupia po pokoju, po czym rzuciła się na łóżko przytulając pluszową marchewkę do swojego serca. Szczęście. Szczęście dwóch, pechowych fanek....

[2] Dzień z życia Agnes Williams.


Wparowałam do pokoju Caroline jak szalona. Cała się trzęsłam, wręcz nie potrafiłam wydobyć ze swoich ust żadnego słowa. Bezlitośnie opadłam na duże, wygodne łóżko piszcząc jak opętana, ale to nie trwało długo. Kiedy moja przyjaciółka znalazła się obok od razu ją przytuliłam, a w moich oczach pokazały się łzy. Cierpiała. Cierpiała po stracie Nikolasa, wiedziałam, że Londyn dobre jej zrobi. Musiała zapomnieć o tym cholernym bólu, który tkwił w jej sercu.
- Caroline boli cię ? - zapytałam z nutką niepewności, kiedy ta odsunęła się ode mnie trzymając swoją dłoń w miejscu, gdzie znajdowało się serce. Często namawiałam ją, aby jechała z tym do szpitala lecz ona była taka uparta. Czasem nie mogłam zrozumieć, dlaczego ją kocham. Nie musiała mi odpowiadać na to pytanie, wystarczyło zobaczyć jak zamyka swoje brązowe tęczówki starając się oddychać.
- Spakuje Cię – powiedziałam po chwili ciszy wstając z łóżka i z jej szafy wyjęłam dużą, różową torbę do której zaczęłam pakować jej rzeczy. Obie mieliśmy świetny gust, a ja znałam ją na tyle długo, aby doskonale wiedzieć co tak naprawdę weźmie ze sobą. Ból ustąpił. Car otworzyła oczy zagryzając dolną wargę, kiedy już skończyłam to całe pakowanie.
- Dziękuje – wydobyła ze swoich ust, a ja musnęłam delikatnie jej policzek postanawiając, że teraz pójdziemy do mnie i tam się zatrzymamy. Zabrałam torbę przyjaciółki schodząc na dół, gdzie obie wyszłyśmy z mieszkania kierując się pod odpowiedni adres. Moje mieszkanie znajdowało się nie daleko, więc kiedy je otworzyłam ze spokojem weszłam do środka wchodząc po schodach na górę, gdzie czekała nas nie miła niespodzianka. Daniel, mój chłopak siedział z Nikolasem na moim łóżku.
- Co ? Jak ? Gdzie ? Kiedy ? - pisnęłam jak opętana chwytając torbę z półki i zaczęłam pakować ubrania. Nikt nie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Tylko Ja i Caroline. Caroline, której tak jakoś nagle zrobiło się słabo.
- Co Ty odpierdalasz ? - zapytał Daniel szybko wyrywając mi torbę z ręki o którą zaczęłam walczyć. Kiedy ją odzyskałam powróciłam do pakowania ostatnich ubrań, które tak cholernie chciałam zabrać.
- Wyjeżdżamy do Londynu. Zapomnieć – szepnęła Caroline czując jak Nikolas chwyta ją za dłoń. Widziałam w jej oczach strach. Strach przed tym, że ich usta znów się ze sobą złączą. Strach przed wszystkim co się wydarzyło w jej życiu. To ona najbardziej chciała zapomnieć. Nie spoglądała mu w oczy. Nie miała na to siły, nie miała siły nawet aby coś powiedzieć.
- Jeszcze Lou ! - wrzasnęła do mnie Car, a ja podziękowałam jej skinięciem głowy zabierając swoją teczkę, w której były rzeczy dotyczące mojego idola. Mogłam zobaczyć złość Daniela, który nienawidził mojej obsesji. A może nie rozumiał ? Daniel wyrwał mi teczkę spoglądając w moje tęczówki.
- Skończy z nim ! - wrzasnął na cały głos, chcąc wrzucić mój cenny skarb do kosza. Co mogłam zrobić ? Momentalnie uderzyłam go w policzek ze łzami w oczach, przekonując się jaki był naprawdę. Wybaczałam mu wszystko, ale te słowa nie mogłam mu wybaczyć. Miałam skończyć z idolem ? Jedynie mogłam skończyć z nim.
- Zrywam z Tobą ! - ponownie wrzasnął, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Chciał tego to proszę bardzo. Caroline słysząc to szybko wypieprzyła ich obydwu za drzwi, zaś mnie przytuliła tak mocno, że mogłam poczuć zapach jej nowych, truskawkowych perfum. Chciało mi się płakać, lecz powstrzymałam się. Gdy byłyśmy spakowane zabrałyśmy rzeczy wychodząc z mieszkania i kierując się na lotnisko. Samolot do Londynu już na nas czekał. Znaleźliśmy się w nim dość szybko zajmując odpowiednie miejsce. Mały barek, prywatna stewardesa wynajęta przez ojca Caroline. Luksus. Podróż minęła nam przyjemnie, oczywiście odebrał na szofer, który zaprowadził do limuzyny zostawiając nas pod hotelem. Hotelem ? Tak ! Całym dla nas. Zajęłyśmy z Caroline wspólny pokój. Jej duże łóżko miało Irlandzki wystrój, zaś moje ? Co poradzić marchewkowy. Rzuciłam swoją walizkę po czym pobiegłam pod prysznic. Było dość dużo godzin, a my obie byłyśmy zmęczone podróżą. Gdy wyszłam w swojej pomarańczowej piżamie rzuciłam się na łóżko spoglądając na przyjaciółkę.
- Jutro koncert. Tak cholernie się cieszę, że tu jesteśmy – powiedziałam uśmiechając się delikatnie w jej stronę. Brązowe tęczówki Caroline przeniosły na mnie wzrok. Oczywiście przerwałam jej w czytaniu książki. Widać było uśmiech na jej drobnej twarzy, którą pokrywały rumieńce.
- Ja także się ciesze Agnes. - wyszeptała, a w tym momencie przed oczami stanął mi obraz Lou. Lou, który nachylił się nade mną a nasze wargi złączyły się w delikatnym muśnięciu. Jego dłonie powędrowały na moją talię. Leżałam na łóżku Caroline, a nawet nie wiedząc kiedy poniosłam się w krainę snu.

[1] Dzień z życi Caroline Clark.


Słońce opadało na dębowe panele mojego zielonego pokoju. Już po raz dziesiąty usłyszałam dźwięk mojego budzika. Niechętnie przewróciłam się na drugi bok bijąc w niego dłonią, po czym otworzyłam swoje brązowe tęczówki wstając z łóżka. Byłam zmęczona, lecz tak to jest, kiedy przesiaduje się całą noc nad ulubioną książką. Z Nikolasem nie miałam kontaktu. Właściwie odkąd rzuciłam w niego suszarką po naszej ostatniej kłótni wszystko jakby prysło, albo przynajmniej mi się tak tylko wydawało. Wsunęłam na stopy swoje zielone papucie szybko kierując się pod prysznic. Zimna woda delikatnie otulała moja ciało, żel czekoladowy sprawiał, że mój mózg totalnie wariował. Wysuszyłam swoje długie, czarne włosy jak zwykle wiążąc czerwoną bandamkę, która pasowała do beżowych rurek i czerwonego polo. Delikatnie na tuszowałam długie rzęsy, w końcu wychodząc, z łazienki. Ujęłam delikatnie niebieską torbę schodząc na dół, gdzie cud się stał mój ukochany ojciec postanowił odwieźć mnie na uczelnie. Bał się. Cholernie się bał, iż coś mi się stanie. Droga na miejsce odbyła się w ciszy, na pożegnanie musnęłam delikatnie jego policzek wychodząc z samochodu. W budynku czekała na mnie Agnes. Tak jej rude włosy można było zobaczyć na kilometr.
- Agnes – wybełkotałam przytulając ją do siebie, ale nie na długo, ponieważ Nikolas momentalnie chwycił mnie za nadgarstek patrząc na mnie z miną typu „ spotkajmy się potem „. Nie chciałam mieć z nim żadnego kontaktu, chodź czasem trudno było zrozumieć dlaczego. Jedynie Agnes wiedziała o moich przypuszczeniach. Ona jako jedyna była dla mnie niczym siostra. Zawsze mogłam wypłakać się w jej nową koszulkę, a ta nie panikowała.
- Clark ! - wrzasnął ktoś, na co odwróciłam się, a widząc dziewczyny z drużyny cheerleaderk szybko odmachałam uśmiechając się delikatnie. Tak sama do nich należałam, ale nie byłam taką diwą jak niektórzy. Potrafiłam pomagać, potrafiłam nawet jeżeli mój chłopak był postrachem wszystkich osób. Zresztą co ja się dziwie ? Jego długie, czarne włosy zazwyczaj opadały mu na twarz, a w jego dolnej wardze był kolczyk. Nikt nie potrafił dowiedzieć się, co mnie tak w nim kręciło. Była to, tylko i wyłącznie miłość. On kochał mnie taką jaką byłam naprawdę. W sali zajęcia minęły nam spokojnie, gdyby nie fakt, iż nasz ukochany Pan Shmit stwierdził o tym, jacy to my jesteśmy cholernie przemęczeni i zwolnił nas. Wybiegłam z sali niczym opętana wpadając na swojego ukochanego.
- Caroline możemy pogadać ? - zapytał kładąc swoje dłonie na mojej talii. Agnes spoglądała na mnie z dość dziwną miną, więc momentalnie się od niego odsunęłam zagryzając dolną wargę. Pamiętałam o co dokładnie się pokłóciliśmy. Pamiętałam jak rzuciłam w niego suszarką ze łzami w oczach. Nasz związek opierał się tylko i wyłącznie na kłamstwach.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Ty ciągle mnie okłamujesz. Ciągle ! - powiedziałam ze łzami w oczach, którym dobrowolnie pozwoliłam spływać po swoich bladych policzkach. Ruda objęła mnie ramieniem, pokazując chłopakowi złośliwie czubek języka jakby chciała mu przekazać, że to nie ma sensu, ale on się nie poddawał. Tym razem ujął moją twarz przybliżając się do mnie tak, że mogłam bez końca wpatrywać się w jego niebieskie oczy.
- Ja cię okłamuje ? Słonko, to ty rzucasz do mnie suszarkami. - wyszeptał delikatnie muskając moje malinowe wargi. Byłam głupia. Pozwoliłam mu na to, ale tylko dla tego, że byłam bezradna. Odsunęłam się od niego ocierając swoje łzy cicho wzdychając.
- To koniec Donato nie chcę cierpieć, płakać nocami. Donato to koniec zdobyłeś to co chciałeś. Popularność, a to tylko dla tego, że Cię pokochałam – słowa ledwo przeszły mi przez gardło. Stanęłam na palcach ogarniając jego długą grzywkę, tak abym mogła spojrzeć mu w oczy. Mogłam zauważyć w nich łzy. Mogłam dostrzec tą iskierkę nadziei. Nawet nie zauważyłam kiedy nasze wargi złączyły się ze sobą w jedną całość, a jego dłonie ponownie znalazły się na mojej talli przysuwając mnie bliżej do siebie. Chciałam tego. Chciałam po raz ostatni poczuć, że mam go przy sobie.
- Car idziemy ! - wrzask Agnes tkwił w mojej głowie dość długo, oderwałam się od chłopaka po raz ostatni spoglądając mu w oczy i w końcu obie ruszyłyśmy kierunku mojego mieszkania. Kiedy otworzyłam drzwi, mój ojciec ( zacny pan prawnik ) popijał swoją ulubioną kawę, bawiąc się czymś nie ciekawym.
- Dziewczyny widzę, że Margaret nie dała wam tego – burknął pod nosem wspominając o swojej szefowej. Tak naprawdę wiedziałam jaka jest między nimi chemia. Ojciec spokojnie wstał z kanapy podając nam kopertę, którą momentalnie otworzyłam a moje brązowe oczy zrobiły się większe.
- Londyn ? Koncert ? Tato oszalałeś – powiedziałam rzucając się na niego i cholernie mocno go ściskając. Agnes zrobiła to samo. W końcu wszyscy byliśmy jak rodzina, nawet Margaret była traktowana jak honorowy gość w tym małym mieszkaniu. Małym ? 3 sypialnie, 4 łazienki, duży pokój do imprez czy też taras, gdzie był basen. Lecz stop ! Basen był też w jednym z pokoi.
- Jutro lecicie – dodał po chwili ciszy na co my z Agnes pobiegliśmy do mojego pokoju, obgadując każdy szczegół naszej nowej przygody.

środa, 28 marca 2012

[0] Heroes.

   

Caroline Clark.

Ciche westchnięcie rozniosło się po całym pokoju, a jej brązowe tęczówki wodziły po kolejnym rozdziale książki. Caroline uwielbiała romantyzm w literaturze. Kochała kiedy główna bohaterka miała swojego tak zwanego Romeo. Sama go miała. Miała, chodź mimo wszystko w ich związku pojawiały się różne konflikty. Przewróciła kolejną stronę, jedną dłonią głaszcząc swojego ukochanego psa. Tak. On dawał jej więcej miłości niż chłopak, aż czasem za dużo.
 

Agnes Williams.

 Czasem potrzebujemy drugiej osoby. Agnes siedziała wtulona, w swojego ukochanego starając się nie myśleć o Londynie. Bardzo chciała tam być. Chciała zobaczyć Tomlinsona na własne oczy. Chciała go dotknąć, przytulić, a czasem nawet pocałować. Nie którym trudno było zrozumieć co one w nich takiego widać. Agnes nie kochała Caroline za bycie popularną. Kochała ją, za to, że zawsze jej pomagała.
  



Nikolas Donato.

Kolejny raz nie potrafił zrozumieć tego, dlaczego właśnie od niej dostał suszarką. Dlaczego wywaliła go z mieszkania, z płaczem. Nie lubił tego, albo może nienawidził ? Kiedy widział łzy w oczach kobiety zawsze czuł się winny. Często bolało go to, że jego związek z Caroline psuje się tylko i wyłącznie z jego winy, a nikogo innego. Bolała go szara rzeczywistość.


 


Daniel Colbin.

Jego wargi znów dotknęły jej czoła. Uwielbiał kiedy leżeli oboje wtuleni w siebie. Uwielbiał zapach jej nowych perfum, ale miał dość kiedy cały czas mówiła o tym One Direction. Rozumiał. Obie z Clark były ich fankami, lecz bez przesady. Czasem miał ochotę kupić jej bilet w jedną stronę. Miał ochotę rzucić ją na bruk  pozbywając się wszelkich wspomnień.

  

Niall Horan.

Melodia grana na gitarze roznosiła się po całym pokoju, a nuty zostały uwiecznione na kartkach. Odłożył swoją gitarę na bok, po czym wstał kierując się do kuchni. Był głodny, więc wyjął z lodówki dżem od razu go zajadając. Mimo niskiego wzrostu i Irlandzkich korzeni Niall czuł się wspaniale. Może posiadał kilka nawyków, a jednym z nich było jedzenie, puszczanie bąków czy też głośne śpiewanie pod prysznicem. Jako młody piosenkarz, czy też razem gitarzysta uwielbiał się śmiać. Uwielbiał zarażać wszystkich Irlandzkim śmiechem. Przeczesał opuszkami palców swoje blond włosy uśmiechając się, przy okazji pokazując swój aparat. Niall nie chodził na randki, lecz cały czas czeka na tą jedyną, a za razem niepowtarzalną damską wersję.

 


Louis Tomlinson.

Kolejne chrupnięcie marchewki. Louis krząkał się po kuchni delikatnie marszcząc swoje brwi. Co będzie jeżeli marchewki już kompletnie wyjdą ? Za pewnie znów będzie musiał iść do sklepu robiąc porządny zapas. Skradł się do pokoju swojego przyjaciela Harry'ego, po czym ujął w swoje dłoń jego ulubioną perfumę pryskając nią cały pokój. Woń momentalnie się rozniosła, na co Louis wybuchnął śmiechem. Był zabawny, lecz chłopcy uważali go za cholernie spokojnego mężczyznę. Pozory mylą.