" Jesteś
moim dopełnieniem, drugą rękawiczką i butem do pary. Jesteś
częścią mojego życia ."
Z Niall'em mieliśmy takie jakby ciche dni.
Otworzyłam swoje oczy dopiero teraz orientując się, że zasnęłam
na kanapie. Różowe lampki choinki odbijały swoje światło na
panele. Delikatnie podniosłam się z kanapy, po czym pokierowałam
się do kuchni, gdzie mój ukochany przyrządzał śniadanie.
- Niall ja muszę Ci coś powiedzieć. -
wyszeptałam po chwili ciszy, a ten nałożył naleśniki na dwa
talerzyki i w końcu położył swoje dłonie na mojej talii
spoglądając swoimi niebieskimi tęczówkami w moje.
- Tak ? Słucham Cię – wyszeptał swoim
aksamitnym, Irlandzkim akcentem, na co ja odwróciłam wzrok
odsuwając się od niego i zabrałam naleśniki zaczynając je jeść,
co nie trwało długo, ponieważ dostałam jakąś wiadomość.
Chwyciłam telefon z blatu momentalnie ją odczytując, a na mojej
twarzy zagościł uśmiech.
- W nowy rok Agnes i Lou biorą ślub –
powiedziałam, a ten uniósł obie brwi ku górze z miną „ ale ja
to już wiem „ . Wszystko się knociło, kompletnie wszystko.
Ogarnęłam blond kosmyki z twarzy odstawiając talerz, z
niedojedzonym jedzeniem i podeszłam do okna wyglądając przez nie.
Biały puch pokrywał wszystko, a delikatny wiatr stukał w okna.
- Ale nie chodzi o ślub Niall ! Nigdy nie
chodziło o ich związek ! Tu chodzi o nas ! Tracimy siebie
wzajemnie rozumiesz ! - wrzasnęłam opierając się o ścianę, a
gdy poczułam ukłucie w sercu momentalnie się po niej zsunęłam,
zaś Niall podbiegł do mnie ujmując moją dłoń ciut zmartwiony.
W moich oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziałam co mam mu
powiedzieć. Bałam się, że jeżeli wyjawię mu prawdę ten będzie
ze mną tylko z litości, lub mnie zostawi. Cholernie się bałam.
Delikatnie się do niego przytuliłam pozwalając na to, aby słone
łzy swobodnie spływały po moich policzkach. Pozwoliłam samej
sobie walczyć z tymi złymi myślami.
.•*´`*•. .•*´`*•
Gładziłem
delikatnie opuszkami palców jej plecy, aby w końcu się uspokoiła.
Nie wiedziałem o co tak naprawdę chodzi i skąd takie zachowanie.
Odsunąłem się od ukochanej i spojrzałem w jej oczy poważnym
wzrokiem, jednocześnie prosząc o całą prawdę.
- Niall
… bo ja mam problemy z sercem. Nie mogę się denerwować, a
jeżeli tak będzie często ja mogę umrzeć. Dochodzi do tego
zajście w ciąże. My nie możemy mieć dzieci. - ostatnie słowa
wypowiedziała ciszej, niż tamte. Po jej policzku spłynęły słone
łzy, więc delikatnie otarłem je dłonią analizując sobie to
wszystko w głowie. Dlaczego ona nie powiedziała mi tego wcześniej
? Dlaczego dowiaduje się o tym teraz ? Cholera czy ja naprawdę
byłem, aż taki ślepy. Pomogłem wstać jej z zimnych kafelek
delikatnie obejmując ją ramieniem.
- Caroline
dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej ? Wiesz, że dzieci
nie są tutaj ważne, bo w każdej chwili możemy jakieś
zaadoptować. Tu chodzi o Twoje zdrowie, a co do zdrowia rzuciłem
picie alkoholu. - powiedziałem dość poważnie przysuwając swoją
twarz do jej, a nasze wargi złączyły się w jedną całość.
Swobodnie ułożyłem dłonie na jej talli, zaś ona zawiesiła
swoje na mojej szyi jakby właśnie teraz potrzebowała mojej
bliskości. Cisza która panowała w pomieszczeniu, nie była wcale
taka niezręczna. Mogliśmy usłyszeć nasze przerywane oddechy, czy
tez bicia serc. W końcu delikatnie się od niej oderwałem
zagryzając jej dolną wargę, a na twarzy mojej ukochanej zagościł
delikatny uśmiech.
- Naprawdę
Niall ? Naprawdę chciałbyś zaadoptować dziecko ? - wyszeptała,
na co skinąłem twierdząco głową czując jak dziewczyna zawiesza
mi się na szyi. Po tym wszystkim z moich ust wydobył się cichy
śmiech. Delikatnie pogładziłem swoją dłonią jej włosy
zerkając na niebieski zegar, który wisiał na ścianie.
- Car
moi rodzice przyjadą za cztery godziny, a Ty wiesz doskonale, że
nawet nie mamy zrobionego nic do jedzenia. Idź się ubierz, a ja
się tym zajmę – powiedziałem, na co ta delikatnie musnęła mój
policzek i szybko pobiegła na górę. Czy umiałem gotować ? Nie
wcale nie, ale postanowiłem spróbować, aby dziś ją tak nie
obciążać.
.•*´`*•.
.•*´`*•
W
Londynie spadł już pierwszy śnieg. No pięknie Tommy nareszcie
pozna uroki zimy. Obróciłam się na drugi bok słysząc, że w
mieszkaniu panuje cisza. Czyżby Louis gdzieś wyszedł.
- Tommy
skarbie, chodź idziemy do mamusi – usłyszałam głos mojego
chłopaka, który wbiegł do sypialni jak szczała siadając na
łóżku z szerokim uśmiechem na twarzy. Od kilku miesięcy
planowaliśmy ślub, lecz postanowiliśmy, że zrobimy to w Nowy
Rok, gdyż musimy wszystko zaplanować. Wiedziałam tylko jedno.
Musiałam poprosić Caroline, aby na moim weselu zajęła się
Tommy'm, ale tym nie musiałam się zbytnio martwić, ponieważ ona
była chętna do pomocy. Niechętnie wstałam z łóżka spoglądając
na Lou, nad którym nachyliłam się delikatnie muskając jego
wargi.
- To
jak dziś przyjeżdżają Twoi rodzice tak ? - zapytałam, a ten
skinął głową. Oboje postanowiliśmy, że ja zajmie się
gotowaniem, a on w tym czasie popilnuje syna. Podeszłam do szafy,
którą otworzyłam szukając czegoś eleganckiego. Zdecydowałam
się na krótką, fioletową sukienkę, a do tego jakże fioletowe
szpilki. Nawet po ciąży byłam nadal szczupła co cholernie mnie
cieszyło. Caroline śmiała się z tego, mając przypuszczenia, że
to przez tą jogę na którą obie chodziłyśmy. Momentalnie
weszłam do łazienki, gdzie pozbyłam się piżamy wchodząc pod
prysznic. Żel brzoskwiniowy sprawiał, że moje myśli zaczęły
same się układać. Po krótkim prysznicu, zawinęłam włosy w
turban wciskając się w sukienkę, którą zapięłam na zamek.
Wyjęłam z półeczki suszarkę, od razu podłączając ją do
prądu, a nim się obejrzałam mokry ręcznik leżał już na środku
łazienki. Zaczęłam pielęgnować swoje włosy, które potem
rozczesałam i wyprostowałam wpinając w nie opaskę, z fioletową
kokardką. Zrobiłam delikatny makijaż. Kiedy wyszłam mój
ukochany zajął łazienkę, a ja w tym czasie zabrałam Tommy'ego
do kuchni, gdzie wsadziłam go w taką jakby huśtawkę
zastanawiając się co mam ugotować. Padło na coś zwyczajnego
czyli kurczak, z frytkami. No tak sama zastanawiałam się dlaczego
rodzice Lou przełożyli to wszystko na dziś. Może dla tego, że
Lou w Wigilię miał dla mnie coś specjalnego ? Pewnie tak. Szybko
włożyłam kurczaka do piekarnika i zajęłam się frytkami, do
których musiałam jeszcze dorobić sos czosnkowy.
.•*´`*•. .•*´`*•
Przez
długi czas zastanawiałam się co mam na siebie włożyć. Czy
czerwoną, a może zieloną sukienkę ? Postawiłam na zieloną.
Szybko wbiegłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic. Założyłam
zieloną sukienkę, wysuszyłam włosy, które spięłam w elegancki
kok. Na prawy nadgarstek wsunęłam zieloną, białą i pomarańczową
bransoletkę, a na szyję zawiesiłam naszyjnik z koniczynką.
Zrobiłam delikatny makijaż, po czym wsunęłam na stopy zielone
szpilki schodząc na dół, gdzie Niall krzątał się po kuchni.
- Kochanie
postawmy na coś normalnego, w końcu Wigilię spędzamy tylko we
dwoje – powiedziałam przybliżając się do niego, po czym
delikatnie musnęłam jego policzek, a widząc na jego twarzy
uśmiech zachichotałam cicho pod nosem. Szybko chwyciłam książkę
kucharską otwierając ją na jakiejś stronie.
- Może
to ? - wskazałam palcem na przepis. Oboje zgodziliśmy się na małą
mieszankę wybuchową, czyli stek, ziemniaki i jakaś sałatka. A co
do deseru ? Stwierdziłam, że w lodówce jest jeszcze placek, który
wysłali nam moi rodzice. Niall zajął się za stek i ziemniaki,
zaś ja za sałatkę jarzynową. Tak minęło nam kilka godzin.
Mieliśmy jeszcze trzydzieści minut, więc ten szybko pobiegł się
przyszykować. Położyłam jedzenie na stole, w jadalni, a gdy
usłyszałam dzwonek do drzwi miałam zamiar iść je otworzyć,
lecz mój ukochany zrobił to za mnie.
- Mamo,
Tato, Alisa jak miło was widzieć – usłyszałam tylko w
drzwiach, a kiedy jego rodzice weszli do środka od razu mnie
uściskali muskając mój policzek. Alisa była kuzynką mojego
ukochanego. Jak dobrze mi się wydawało przyszła z czteroletnią
córką, która na początku nie wiedziała kim jestem. Goście
zasiedli przy stole, na co ja postanowiłam zrobić jakąś kawę.
.•*´`*•. .•*´`*•
Caroline
wydawała się być zestresowana przyjazdem moich rodziców, więc ja
jakoś postanowiłem rozluźnić atmosferę. Ale problem w tym, że
nie wiedziałem jak. Kiedy zjedliśmy, wstałem od stołu zabierając
naczynia, które wróciłem do zmywarki, zaś Caroline wyłożyła
talerz z plackiem na stół.
- Planujecie
wziąć ślub, albo mieć dzieci ? - zapytała moja mama, na co od
razu skierowałem na nią wzrok z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Czy planowaliśmy wziąć ślub ? Jak na razie nie śpieszyło nam
się do takich uroczystości.
-Mamo,
co do ślubu zobaczymy jeszcze tak jak i dzieci. To jest bardzo
poważna decyzja na całe życie – powiedziałem dość poważnie,
widząc jak Amelia ( córka Alisy ) podbiega do mojej ukochanej
zaczynając mówić coś pod nosem. Nim się zorientowałem, ta
chwyciła ją za dłoń prowadząc do salonu, gdzie ze stolika dała
jej kilka cukierków, które mała od razu zaczęła zajadać.
- A
jak tam kariera synu ? - tym razem pytanie było od mojego ojca.
Wzruszyłem ramionami, przejeżdżając dłonią po blond czuprynie
w zastanowieniu nad odpowiedzią. Próbowałem pogodzić każdą
trasę koncertową, z życiem uczuciowym, gdyż moja kobieta była
ważniejsza niż to wszystko.
- Po
świętach mamy kolejną trasę koncertową i musimy sobie dać
jakoś radę. Caroline pójdzie do swojej przyjaciółki na cały
miesiąc, ponieważ ona nie może ze mną jechać. - powiedziałem
opierając się o kuchenny blat z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Caroline wróciła do jadalni, z małym pudełeczkiem w dłoni, a na
jej twarzy gościła dziwna mina. Cholera skąd ona to miała ?
Pewnie zostawiłem to na stole.
- Niall
– wyszeptała moje imię, puszczając dłoń Amelii i podeszła do
mnie spoglądając w moje oczy. Szybko wręczyła mi pudełko, które
otworzyłem, a ta zapiszczała. Czy chciałem jej się oświadczyć
? Jak najbardziej cholernie chciałem, aby nie była tylko moją
dziewczyną, lecz także narzeczoną. W końcu uklęknąłem na jego
kolano, chwytając delikatnie jej dłoń.
- Caroline
Clark, czy zostaniesz moją narzeczoną ? - zapytałem, a kiedy
wstałem ta rzuciła mi się na szyje wpijając w moje usta. To
oznaczało, że oczywiście. Delikatnie wsunąłem jej pierścionek
na palec, a widząc jak moja mama ociera łzy cicho westchnąłem,
zaś Amelia schowała twarz w dłoniach mówiąc coś w stylu „
fuu „, co z jej strony było takie cholernie słodkie. Zbliżała
się już dość późna godzina, więc moi rodzice postanowili już
iść. Wręczyli nam prezenty, na co obydwoje ich uściskaliśmy, a
gdy wyszli usiadłem na kanapie szybko przyciągając Caroline do
siebie.
- Jesteś
ładniejsza niż flaga Irlandii – wyszeptałem jej do ucha, a
czując jak ściąga ze mnie białą koszulkę polo delikatnie
wpiłem się w jej wargi, chcąc aby to wszystko trwało tyle ile
się tylko da.
.•*´`*•. .•*´`*•
Wieczór
z moimi rodzicami udał się wspaniale. Ucieszyli się, kiedy
zawiadomiłem ich, że z Agnes bierzemy ślub. Co do jedzenia
smakowało im, chodź było cholernie zwyczajne. Tommy na początku
bał się swojej babci i dziadka, ale potem wszystko jakoś samo się
rozkręciło. Kiedy oni poszli pokierowałem się na górę, gdzie
włożyłem syna do kojca, zaś Agnes była w łazience. Bez pukania
wszedłem tam, a widząc jak ta stoi w samej bieliźnie zamruczałem
cicho podchodząc do niej i obejmując ją w pasie.
-
Wiesz, że jesteś cholernie piękna ? - wyszeptałem jej do ucha
delikatnie muskając szyję ukochanej, na co ta zachichotała cicho
pod nosem obracając się do mnie przodem tak, że nasze wargi
złączyły się w jedną, idealną całość. Szybko posadziłem ją
na blacie jeżdżąc opuszkami palców po jej udach, na których
delikatnie zacisnąłem dłonie. Oboje byliśmy zmęczeni na
jakąkolwiek zabawę. Odsunąłem się od niej pozwalając jej w
spokoju przebrać w piżamę, a sam rozebrałem się do bokserek
kierując się z nią do sypialni. Delikatnie przykryłem ją kołdrą,
a czując jak ta wtulona zasypia na mojej twarzy pojawił się
delikatny uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz