Delikatne stukanie gałęzi sosny o szybę, cicho
szloch ustał. Otworzyłam swoje zapłakane oczy dopiero teraz
orientując się, że nadal jestem w łazience. Spędzona noc w
łazience ? Pięknie do czego ja się posunęłam. Podniosłam się z
podłogi czując jak huczy mnie w głowie, po czym zdjęłam szpilki
spoglądając w lustro. Bałam się, bałam się, że zobaczę coś
złego. I tak się stało. Fioletowy policzek wyglądał okropnie.
Przejechałam po nim opuszkami palców czując jak ból przeszywa
moje ciało. To wszystko działo się tak szybko. Wszystko ? Tak
kompletnie wszystko. Wzięłam z grzejnika swoje czyste ubranie i od
razu postanowiłam wziąć szybki prysznic. Olejek zapachowy
rozprowadzał się po moich zmysłach jak oszalały. Wysuszyłam
swoje czarne włosy starając się wyglądać jakoś normalnie.
Otworzyłam swoją kosmetyczkę szukając pudru. Niestety pożyczyłam
go Agnes. Delikatnie otworzyłam drzwi do łazienki, kierując się
przez kuchnie do pokoju dziewczyny. Otworzyłam drzwi chcąc już
wejść, lecz widząc Zayn'a i jego szramy na policzku zamknęłam
oczy. Ten obraz znów się pojawił. Jego dłoń uderzająca mój
policzek, jego przerażona mina. Chwyciłam się szafki nocnej
zagryzając dolną wargę.
- Agnes masz mój puder ? - zapytałam unosząc
obie brwi ku górze, a ta podała mi go lecz kiedy miałam już
wyjść Zayn chwycił mnie za dłoń spoglądając w moje oczy. Jego
twarz delikatnie zbliżyła się do mojej, a nasze wargi miały stać
się jednością.
- Malik puść mnie – syknęłam wyrywając mu
się i poszłam do salonu, gdzie nałożyłam podkład wracając do
łazienki, gdzie wróciłam go do kosmetyczki. Zabrałam fioletową
sukienkę i wrzuciłam ją do kosza wraz ze szpilkami. Niespodzianka
na urodziny ? Fioletowy, bolący policzek. Zabrałam jeszcze swój
telefon, założyłam buty, kurtkę po czym wyszłam z mieszkania
kierując się do hotelu. Momentalnie przerzuciłam torbę przez
ramie dzwoniąc do ojca, aby załatwił mi samolot. Tak, też
zrobił. Wszystko było tak szybko. Nim się obejrzałam siedziałam
już w samolocie do Polski wysyłając swojej przyjaciółce
wiadomość.
.•*´`*•. .•*´`*•
Siedziałam wygodnie oparta o ramie ukochanego, kiedy
to nagle dostawiam wiadomość. Zerknęłam na świecący się
wyświetlacz, a widząc od kogo jest momentalnie ją przeczytałam.
Do moich oczów napłynęło dość sporo łez. Louis wytarł je
delikatnie kciukiem po czym uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Caroline wyjechała, ona wyjechała – zaczęłam
próbując powstrzymać płacz, lecz na nic. Lou objął mnie
ramieniem przyciskając do siebie. Bez problemu pozwolił mi na to,
aby jego nagi tors został zalany moimi słonymi łzami. Ona
wyjechała z powodu Malika. Odsunęłam się od niego po czym
wbiegłam do salonu, gdzie siedzieli już wszyscy. Mój wzrok
zmierzył każdego z osobna.
- Car wyjechała. Malik to Twoja wina ! -
wrzasnęłam na całe gardło przez co wszyscy spojrzeli na mnie
dość dziwnie. Mina Niall'a była dość normalna, ale wgłębi
serca trapiło go to. Trapiło go to, że nie ma jej w mieszkaniu.
Zresztą jak wszystkich. Bezsilnie opadłam na kanapę obok Harolda
i oparłam swoją głowę na jego ramieniu. Wszyscy mówili, że
będzie dobrze, że na pewno nic się jej nie stało. A jeżeli coś
się stało ? Cholera dziwne myśli znów napłynęły do mojej
głowy jak oszalałe. Znów nie mogłam się pozbierać kiedy nie
było jej obok. Wystarczyło, że Niall zranił jej serce. Właśnie
Niall. On jako jedyny wstał z kanapy, zabrał telefon i wbiegł jak
opętany do swojego pokoju. On także się bał. Bał, że pełna
optymizmu Caroline zniknie raz na zawsze.
.•*´`*•. .•*´`*•
Próbowałem. Próbowałem wybić sobie z głowy
myśl, że to wina Malika. Zamknąłem drzwi na klucz, po czym
oparłem się o nie wybierając numer do Caroline. Martwiłem się o
nią. Gdybym mógł zacząłbym wszystko od nowa naprawiając nawet
ten najmniejszy błąd. Cholera ! Cały czas włączała się ta
zasrana poczta. Ponownie wybrałem numer, czekając na sygnał. Tym
razem jej delikatny, nieco zapłakany głos odezwał się w
słuchawce.
- Car ! Co jest z Tobą ? Wracaj ! - powiedziałem
tym razem zajmując miejsce na łóżku i słuchając jej bez
żadnego słowa. Opowiedziała mi o wszystkim. O wczorajszej nocy,
kiedy to nawalona wróciła do domu. O tym jak Malik bezlitośnie
pod wpływem emocji uderzył ją w policzek. Opowiedziała mi
wszystko ze szczegółami, dodają, że nie ma sensu aby wracała
ponownie do Londynu widząc go na oczy. Chciała odpocząć, a
jednocześnie bała się powtórki.
- Ja nie mogę zapomnieć. Caroline Clar ja Cię
koch... - wyszeptałem, lecz ta rozłączyła się na moje ostatnie
słowa. Wstałem podenerwowany z łóżka i rzuciłam na niego swój
telefon wychodząc z pokoju. Zayn opierał się o blat kuchenny,
więc od razu chwyciłem go za ramiona delikatnie nim potrząsając.
- Ty idioto ! To twoja wina ! - wrzasnąłem tym
razem waląc go w nos z którego zaczęła lać się krew, zaś on
rozwalił mi wargę. Widać było, że niezbyt wiedział o co
chodzi.
- Caroline wyjechała przez Ciebie ! Idioto ! -
ponownie wrzasnąłem czując tym razem jak Liam chwyta mnie za
czerwone polo i odciąga od niego. Nie miałem zamiaru mu
odpuszczać. Miałem ochotę go teraz zabić. Wykrzyczeć jakim jest
tak naprawdę dupkiem, łamaczem serc kobiet. Wykrzyczeć jak to
zniszczył mi idealny związek z kobietą mojego życia.
.•*´`*•. .•*´`*•
Blondyn rzucił się na brązowookiego z pięściami.
Co ja miałem zrobić ? Jedynym wyjściem było odciągnąć ich od
Siebie. Przestraszona Agnes zabrała się za opatrywanie nosa Malika.
Zaciągnąłem go na bok, po czym sprzedałem mu delikatnego liścia
w policzek aby się otrząsnął. Wyjąłem z kieszeni bilet, który
przypadkowo ( raczej specjalnie ) zwinąłem Agnes. Niall jak
porąbany wbiegł do pokoju prosząc, abym zawiózł go na lotnisko.
Tak też zrobiłem. Wrzuciłem jego torbę na tylne siedzenie i z
piskiem opon ruszyłem w stronę budynku. Zdążyliśmy bez problemu,
gdyż lot do Polski miał być za dziesięć minut. Życzyłem mu
szczęścia, po czym sam wróciłem do mieszkania myśląc jak to
wszystko się teraz potoczy.
.•*´`*•. .•*´`*•
Ekspres ! Ekspres ! Przepraszam, że niby co ? Co on
tam wybełkotał na końcu. Zamknęłam swoje oczy analizując moją
rozmowę z Niall'em. Sama nie mogłam zapomnieć o tym wszystkim.
Samolot zatrzymał się po kilku godzinach lotu, więc kiedy
wysiadłam zabrałam bagaż i rozejrzałam się dookoła. Czy mnie
oczy myliły ? Mój ojciec Matth pomachał do mnie, więc kiedy do
niego podeszłam momentalnie mnie przytulił. Była z nim też
Margaret. Jej długie, blond włosy opadały na ramiona, a zielone
oczy świeciły niczym brylanty. Posłałam jej delikatny uśmiech,
po czym podałam szoferowi walizkę wchodząc do limuzyny, która
zawiozła nas do mieszkania. Mój pokój nadal świecił nowością.
Krzyk Margaret rozniósł się po całym domu, więc gdy zeszłam na
dół zasiadłam przy stole. Od kiedy ona gotowała ? Stop ! Czy to
była miłość ? Najwidoczniej tak.
- Nie jestem głodna Margi – wybełkotałam
spoglądając na talerz naleśników. Wstałam z krzesła, a widząc
jak ta nachyla się nad moim ojcem i muska jego wargi uśmiechnęłam
się sztucznie i pobiegłam na górę rzucając się na łóżko. Od
razu wtuliłam twarz w poduszkę tym razem nie powstrzymując łez,
które bezczynnie leciały po moich policzkach.
Wchodzę dziś z głupoty na bloga aby dodać rozdział, który pisałam dość spontanicznie. Cholernie się cieszę, że 723 osoby za pewnie czytały to moje idiotyczne coś. Chciałabym też podziękować Agnes, która wspiera mnie na duchu. A co najważniejsze, chcę wam życzyć : zdrowych, wesołych, pełnych miłości świąt. Miłości do One Direction świąt. Życzy Mrs. Food czy inaczej Kala <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz