sobota, 7 kwietnia 2012

[13] Nie wszystko stracone.

 Delikatne stukanie gałęzi sosny o szybę, cicho szloch ustał. Otworzyłam swoje zapłakane oczy dopiero teraz orientując się, że nadal jestem w łazience. Spędzona noc w łazience ? Pięknie do czego ja się posunęłam. Podniosłam się z podłogi czując jak huczy mnie w głowie, po czym zdjęłam szpilki spoglądając w lustro. Bałam się, bałam się, że zobaczę coś złego. I tak się stało. Fioletowy policzek wyglądał okropnie. Przejechałam po nim opuszkami palców czując jak ból przeszywa moje ciało. To wszystko działo się tak szybko. Wszystko ? Tak kompletnie wszystko. Wzięłam z grzejnika swoje czyste ubranie i od razu postanowiłam wziąć szybki prysznic. Olejek zapachowy rozprowadzał się po moich zmysłach jak oszalały. Wysuszyłam swoje czarne włosy starając się wyglądać jakoś normalnie. Otworzyłam swoją kosmetyczkę szukając pudru. Niestety pożyczyłam go Agnes. Delikatnie otworzyłam drzwi do łazienki, kierując się przez kuchnie do pokoju dziewczyny. Otworzyłam drzwi chcąc już wejść, lecz widząc Zayn'a i jego szramy na policzku zamknęłam oczy. Ten obraz znów się pojawił. Jego dłoń uderzająca mój policzek, jego przerażona mina. Chwyciłam się szafki nocnej zagryzając dolną wargę.
- Agnes masz mój puder ? - zapytałam unosząc obie brwi ku górze, a ta podała mi go lecz kiedy miałam już wyjść Zayn chwycił mnie za dłoń spoglądając w moje oczy. Jego twarz delikatnie zbliżyła się do mojej, a nasze wargi miały stać się jednością.
- Malik puść mnie – syknęłam wyrywając mu się i poszłam do salonu, gdzie nałożyłam podkład wracając do łazienki, gdzie wróciłam go do kosmetyczki. Zabrałam fioletową sukienkę i wrzuciłam ją do kosza wraz ze szpilkami. Niespodzianka na urodziny ? Fioletowy, bolący policzek. Zabrałam jeszcze swój telefon, założyłam buty, kurtkę po czym wyszłam z mieszkania kierując się do hotelu. Momentalnie przerzuciłam torbę przez ramie dzwoniąc do ojca, aby załatwił mi samolot. Tak, też zrobił. Wszystko było tak szybko. Nim się obejrzałam siedziałam już w samolocie do Polski wysyłając swojej przyjaciółce wiadomość.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Siedziałam wygodnie oparta o ramie ukochanego, kiedy to nagle dostawiam wiadomość. Zerknęłam na świecący się wyświetlacz, a widząc od kogo jest momentalnie ją przeczytałam. Do moich oczów napłynęło dość sporo łez. Louis wytarł je delikatnie kciukiem po czym uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Caroline wyjechała, ona wyjechała – zaczęłam próbując powstrzymać płacz, lecz na nic. Lou objął mnie ramieniem przyciskając do siebie. Bez problemu pozwolił mi na to, aby jego nagi tors został zalany moimi słonymi łzami. Ona wyjechała z powodu Malika. Odsunęłam się od niego po czym wbiegłam do salonu, gdzie siedzieli już wszyscy. Mój wzrok zmierzył każdego z osobna.
- Car wyjechała. Malik to Twoja wina ! - wrzasnęłam na całe gardło przez co wszyscy spojrzeli na mnie dość dziwnie. Mina Niall'a była dość normalna, ale wgłębi serca trapiło go to. Trapiło go to, że nie ma jej w mieszkaniu. Zresztą jak wszystkich. Bezsilnie opadłam na kanapę obok Harolda i oparłam swoją głowę na jego ramieniu. Wszyscy mówili, że będzie dobrze, że na pewno nic się jej nie stało. A jeżeli coś się stało ? Cholera dziwne myśli znów napłynęły do mojej głowy jak oszalałe. Znów nie mogłam się pozbierać kiedy nie było jej obok. Wystarczyło, że Niall zranił jej serce. Właśnie Niall. On jako jedyny wstał z kanapy, zabrał telefon i wbiegł jak opętany do swojego pokoju. On także się bał. Bał, że pełna optymizmu Caroline zniknie raz na zawsze.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Próbowałem. Próbowałem wybić sobie z głowy myśl, że to wina Malika. Zamknąłem drzwi na klucz, po czym oparłem się o nie wybierając numer do Caroline. Martwiłem się o nią. Gdybym mógł zacząłbym wszystko od nowa naprawiając nawet ten najmniejszy błąd. Cholera ! Cały czas włączała się ta zasrana poczta. Ponownie wybrałem numer, czekając na sygnał. Tym razem jej delikatny, nieco zapłakany głos odezwał się w słuchawce.
- Car ! Co jest z Tobą ? Wracaj ! - powiedziałem tym razem zajmując miejsce na łóżku i słuchając jej bez żadnego słowa. Opowiedziała mi o wszystkim. O wczorajszej nocy, kiedy to nawalona wróciła do domu. O tym jak Malik bezlitośnie pod wpływem emocji uderzył ją w policzek. Opowiedziała mi wszystko ze szczegółami, dodają, że nie ma sensu aby wracała ponownie do Londynu widząc go na oczy. Chciała odpocząć, a jednocześnie bała się powtórki.
- Ja nie mogę zapomnieć. Caroline Clar ja Cię koch... - wyszeptałem, lecz ta rozłączyła się na moje ostatnie słowa. Wstałem podenerwowany z łóżka i rzuciłam na niego swój telefon wychodząc z pokoju. Zayn opierał się o blat kuchenny, więc od razu chwyciłem go za ramiona delikatnie nim potrząsając.
- Ty idioto ! To twoja wina ! - wrzasnąłem tym razem waląc go w nos z którego zaczęła lać się krew, zaś on rozwalił mi wargę. Widać było, że niezbyt wiedział o co chodzi.
- Caroline wyjechała przez Ciebie ! Idioto ! - ponownie wrzasnąłem czując tym razem jak Liam chwyta mnie za czerwone polo i odciąga od niego. Nie miałem zamiaru mu odpuszczać. Miałem ochotę go teraz zabić. Wykrzyczeć jakim jest tak naprawdę dupkiem, łamaczem serc kobiet. Wykrzyczeć jak to zniszczył mi idealny związek z kobietą mojego życia.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Blondyn rzucił się na brązowookiego z pięściami. Co ja miałem zrobić ? Jedynym wyjściem było odciągnąć ich od Siebie. Przestraszona Agnes zabrała się za opatrywanie nosa Malika. Zaciągnąłem go na bok, po czym sprzedałem mu delikatnego liścia w policzek aby się otrząsnął. Wyjąłem z kieszeni bilet, który przypadkowo ( raczej specjalnie ) zwinąłem Agnes. Niall jak porąbany wbiegł do pokoju prosząc, abym zawiózł go na lotnisko. Tak też zrobiłem. Wrzuciłem jego torbę na tylne siedzenie i z piskiem opon ruszyłem w stronę budynku. Zdążyliśmy bez problemu, gdyż lot do Polski miał być za dziesięć minut. Życzyłem mu szczęścia, po czym sam wróciłem do mieszkania myśląc jak to wszystko się teraz potoczy.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Ekspres ! Ekspres ! Przepraszam, że niby co ? Co on tam wybełkotał na końcu. Zamknęłam swoje oczy analizując moją rozmowę z Niall'em. Sama nie mogłam zapomnieć o tym wszystkim. Samolot zatrzymał się po kilku godzinach lotu, więc kiedy wysiadłam zabrałam bagaż i rozejrzałam się dookoła. Czy mnie oczy myliły ? Mój ojciec Matth pomachał do mnie, więc kiedy do niego podeszłam momentalnie mnie przytulił. Była z nim też Margaret. Jej długie, blond włosy opadały na ramiona, a zielone oczy świeciły niczym brylanty. Posłałam jej delikatny uśmiech, po czym podałam szoferowi walizkę wchodząc do limuzyny, która zawiozła nas do mieszkania. Mój pokój nadal świecił nowością. Krzyk Margaret rozniósł się po całym domu, więc gdy zeszłam na dół zasiadłam przy stole. Od kiedy ona gotowała ? Stop ! Czy to była miłość ? Najwidoczniej tak.
- Nie jestem głodna Margi – wybełkotałam spoglądając na talerz naleśników. Wstałam z krzesła, a widząc jak ta nachyla się nad moim ojcem i muska jego wargi uśmiechnęłam się sztucznie i pobiegłam na górę rzucając się na łóżko. Od razu wtuliłam twarz w poduszkę tym razem nie powstrzymując łez, które bezczynnie leciały po moich policzkach.


 

Wchodzę dziś z głupoty na bloga aby dodać rozdział, który pisałam dość spontanicznie. Cholernie się cieszę, że 723 osoby za pewnie czytały to moje idiotyczne coś. Chciałabym też podziękować Agnes, która wspiera mnie na duchu. A co najważniejsze, chcę wam życzyć : zdrowych, wesołych, pełnych miłości świąt. Miłości do One Direction świąt. Życzy Mrs. Food czy inaczej Kala <3

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz