czwartek, 12 kwietnia 2012

[18] Czasem po prostu zdaje Ci się, że wszystko jest dobrze.


Chcę czuć, że jestem dla Ciebie najważniejsza, najpiękniejsza, najlepsza, że mnie kochasz jak nikogo innego, że jak trzeba pójdziesz dla mnie na wojnę. Że mnie doceniasz i że jestem tą jedyną, dla której zrobiłbyś wszystko. "


Czasem po prostu czujesz, że jest dobrze a wcale tak nie jest. Otworzyłam swoje brązowe tęczówki, lecz mgła przed oczami jeszcze nie znikła. Dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę, gdzie tak naprawdę jestem. Białe ściany, tykanie jakiegoś urządzenia, czy też kobieta ze strzykawką w ręku. Znajdował się tam, także mój ojciec. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale najwidoczniej chciał abym powiedziała mu co się stało. Co ja mam zrobić ? Wykrzyczeć na całą sale : Tato zrobiłam to bo Zayn chciał wyjechać ? Zrobiłam to, bo jest mi potrzebny ? Nie wcale nie. Nie musiałam tego robić. Zresztą mój ojciec był zbyt nadopiekuńczy i mógł zrobić Malikowi porządną rozprawę w sądzie, a wtedy za pewnie było by ze mną źle. Jego dłoń delikatnie gładziła mój policzek. Próbowałam poruszyć swoją dłonią, podziękować mu, że to jest ale moje ciało momentalnie odmawiało mi posłuszeństwa. Nawet nie dałam rady sama oddychać. Ojciec przeprosił mnie na momencik mówiąc, że musi wykonać telefon do reszty. Uznał, że tak będzie dla mnie lepiej, bo jedynie oni byli tam ze mną. Byli ? Widzieli ten moment na własne oczy.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Ciche brzękanie telefonu wyrwało nas wszystkich z zamyślenia. Wyjąłem go z kieszeni od razu naciskając zieloną słuchawkę.
- Niall Horan z tej strony – wybełkotałem przewracając kolejną kartkę w albumie, po czym zmrużyłam swoje powieki słuchając słów Matth'a. Jego głos był ciut załamany, lecz miał jakiś powód. Poprosił nas, abyśmy przyjechali do Caroline, ponieważ wybudziła się z tego wszystkiego. W głębi serca ucieszyłam się, a kiedy zakończyłem rozmowę cicho westchnęłam pod nosem spoglądając na innych. Skinąłem głową dając im znak, że jedziemy. Od razu ruszyli się z miejsca i wpakowali do samochodu. Drzwi do sali Caroline były zamknięte. Delikatnie nacisnąłem na klamkę po czym wszedłem do środka rozglądając się dookoła. Panowała istna cisza,a wzrok dziewczyny tępo wpatrywał się w sufit. Podszedłem do łóżka siadając na jego kącie i chwyciłem ją za zimną dłoń, widać było, że nie miała odwagi nawet na nas spojrzeć. Martwiła się tym wszystkim. Martwiła się, lecz w myślach gdzieś powracała do swojego poprzedniego życia.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Byłam zmęczona. Cały czas chciało mi się spać, a na dodatek pojawiał się ten dziwny ból w klatce piersiowej. Spojrzałam brązowymi tęczówkami na każdego z osobna posyłając w ich stronę delikatny uśmiech. Delikatnie ścisnęłam dłoń ukochanego, a widząc zmartwioną minę Zayn'a chciałam coś powiedzieć.
- Zayn przepraszam – wykrztusiłam z siebie, a ten spojrzał na mnie jak na totalną idiotkę. Miałam potrzebę. Potrzebę, aby przeprosić go tu i teraz, chociaż był to tylko i wyłącznie przypadek. Gdy pielęgniarka weszła do sali prosząc, abym została sama westchnęłam. Przyjaciele od razu wykonali jej prośbę. Ta zmieniła mi kroplówkę, a gdy wyszła chwyciłam jedno ze zdjęć, które stały na białej półce, nawet nie zwracając na łzy, które spływały mi po policzkach. Zdjęcie przedstawiało moją matkę. Zanim zaczęła ćpać, miała cholernie zamiłowanie do koni. Od zawsze pragnęła mieć wymarzona ranczo, ale potem wszystko zakończyło się kompletną katastrofą. Zmieniła się. Melanie Clark zmieniła się nie do poznania. Blondyn wszedł do sali, po czym podszedł do mnie delikatnie ocierając łzy, które spływały po moim policzku. Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki zagryzając dolną wargę.
- Niall proszę nie zostawiaj mnie. Chcę, abyś chwycił mnie za dłoń prowadząc przez aleje nowego życia. Chcę czuć dotyk Twoich ust budząc, się wtulona w Twój nagi tors. - szepnęłam, na co ten cicho westchnął opuszkami palców przejeżdżając po moim mokrym policzku.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Spoglądałem na nią w stanie, w którym nie chciałem aby była. Jej słowa tak głęboko docierały do mojego serca, które tym razem przejęło przewagę. Rozum, a serce. To między nimi toczyła się walka. Bezwładnie opadłem na szpitalne łóżko ujmując swoimi dłońmi, jej bladą twarz.
- Nawet jeżeli Bóg zabierze mi Ciebie, moje serce zawsze będzie o Tobie pamiętać. Nawet jeżeli życie jest dla nas trudne, ja staram się pokonać wszelką przeszkodę. Caroline kiedy chwycę Twoją dłoń oboje przeniesiemy się do krainy, gdzie nasza miłość pokonuje góry wraz z dolinami. - szepnąłem spoglądając głęboko w jej oczy, które teraz lśniły niczym gwiazdy w mroku, po czym delikatnie dotknąłem jej malinowych warg swoimi. Powoli, a za razem ostrożnie podniosłem się z łóżka zagryzając dolną wargę.
- Moja miłość jest równie głęboka jak morze, różniej jak ono bez końca. - ostatnie słowa, które padły na nasze dzisiejsze pożegnanie. Wolnym krokiem wyszedłem z sali przyklejając jeszcze swoją twarz do szyby. Jej delikatne czarne włosy, tak bezbronnie opadały na bladą twarz. Louis delikatnie chwycił mnie za ramiona ciągnąc w stronę wyjścia.
- Jeżeli cokolwiek jej się stanie obiecuje, że nasza miłość rozkwitnie się jak pąki czerwonych róż – szepnąłem do Louisa. W końcu dotarliśmy do mieszkania, gdzie pokierowałem się z Malikiem, do kuchni.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Spojrzałem na Niall'a, po czym wyjąłem z kieszeni paczkę papierosów podając mu jednego. Sam oczywiście zapaliłem i zaciągnąłem się wypuszczając z ust dym.
- Gdy ją kochasz, zrób wszystko aby ona została przy Tobie Niall. Zrób wszystko, aby miłość między wami nie spadała jak żółte liście jesienią. Zrób wszystko, aby było tak szczęśliwie, jak ma być. - powiedziałem widząc minę swojego przyjaciela, który także wypuścił dym z ust. Kochając kogoś możemy wszystko. Możemy nawet pobiegnąć za nim na koniec świata, popełnić samobójstwo. Kochając możemy ponieś się wodzą fantazji. Miłość nigdy nie polegała na łóżkowym stosunku. Miłość polega na byciu przy drugiej osobie, tak jak są właśnie moi przyjaciele. Miłość, polega na wspieraniu się wzajemnie. Moje rozmyślenia przerwał krzyk Agnes, która wbiegła do kuchni wyrywając Niall'owi papierosa i uderzyła mnie w twarzy. Przyznam bolało, ale był ku temu powód.

      .•*´`*•. .•*´`*•

Moja dłoń sama trafiła w policzek Malika. Westchnęłam cicho pod nosem chwytając blondyna za ramie i spojrzałam w jego niebieskie tęczówki.
- Niall jeżeli Ci na niej zależy nie okazuj tego przez nałóg. Bądź przy niej, kiedy jej serce będzie na skraju wyczerpania, a z jej ust będzie roznosić się Twoje imię. Bądź nawet wtedy, kiedy powie jak to bardzo Cię nienawidzi. Bądź nawet gdy zwątpisz w waszą miłość. - szepnęłam do niego starając się opanować emocje. Zayn zgasił niedopałek szybko otwierając okno. Byłam w ciąży, a nawet dym papierosów mi szkodził.
- Nawet jeżeli jej serce będzie cierpieć po prostu ją wspieraj Horan – dodałam na koniec delikatnie go do siebie przytulając, po czym wróciliśmy wszyscy do salonu, gdzie usiadłam Lou na kolanach delikatnie muskając jego wargi.
- Twoje oczy skrywają gwiezdną tajemnice. Są jak zorza polarna prowadząca mnie przez drogę do Twojego serca – wyszeptał cicho do mojego ucha, dzięki czemu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Oparłam swoją głowę delikatnie na jego ramieniu i zamknęłam powieki nieco zmęczona tym wszystkim. 

Wybaczcie, że tak was zaniedbałam. Mam tylko nadzieję, że mnie zrozumiecie, gdyż miałam totalne problemy. W rozdziale 20 zrobię taki jakby cały rozdział o tym co działo się przez kilka miesięcy, aby jakoś przyśpieszyć pewną akcje. W rozdziale 21 zawita was mała niespodzianka. Więc dziś małe Horany w moim sercu postanowiły uruchomić małą klawiaturkę, tworząc piękną końcówkę. - Kala <3



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz