sobota, 31 marca 2012

[4] Spraw aby moje serce było w dziwnym rytmie.


- Spierdalaj ! - usłyszałam krzyk. To chyba była Caroline, jak dobrze zrozumiałam rozmawiała z jakimś facetem. Otworzyłam swoje zmęczone powieki przecierając je delikatnie dłońmi, po czym rozejrzałam się po pokoju. Dziewczyna stała przy oknie zalana łzami. - Mówiłam Ci odpierdol się – znów wrzasnęła po chwili ciszy, przez co wyskoczyłam z łóżka jak oparzona podbiegając do niej i wyrywając jej telefon. „ Nikolas„ to imię widniało na jej wyświetlaczu. Bez pytania nacisnęłam czerwoną słuchawkę przytulając zapłakaną przyjaciółkę. Mimo tego, że nie byli razem ona nadal go kochała. Nawet kiedy była z Niall'em nie mogła przestać o nim myśleć. O skurwysynie zatruwającym jej serce. I w tym oto momencie zaczęłam się bać. Bać o to, że coś sobie zrobi. Caroline stwierdziła, że musi iść do łazienki. Tak też zrobiła. Zabrała ze sobą telefon czytając przychodzące wiadomości. Teraz sama zaczęłam się zastanawiać, czy Londyn to był dobry pomysł, ale wiedziałam za co nie lubiłam tak tego chłopaka. Mianowicie za to, kim był. A przeszłości nie miał wcale takiej kolorowej

.•*´`*•. .•*´`*•

Momentalnie zamknęłam drzwi do łazienki opierając się o nią. Wszystko było tak jakby przez mgłę. Delikatnie zsunęłam się z płaczem po ścianie tym razem nie ukrywając łez. Byłam sama. Całkiem sama i nikt nie potrafił mi z tym pomóc. Co z tego, że nadal go kochałam ? Nic ! Nikogo to nie obchodziło. Nikogo nie obchodziły nasze kłótnie i wzajemne kłamstwa. Nawet o Milk Shake City miałam gdzieś. Jeżeli Agnes chciała iść to proszę bardzo. Według mnie marzenia nie istniały i nigdy nie będą istnieć. Cichaczem poczołgałam się na czworakach, do białej półki otwierając jedną z szufat wyjmując kosmetyczkę, którą otworzyłam. Nadal nie rozumiem po co trzymałam w niej, ten cholerny naszyjnik z żyletką.
- Jeżeli kiedykolwiek nie będziemy razem zrób to – wyszeptałam przypominając sobie słowa mojego ukochanego. Wygodnie oparłam się o białą szafkę przykładając narzędzie do nadgarstka. Serce krzyczało nie rób tego, zaś mózg kazał mi to zrobić. Poczułam jak owe narzędzie wbija mi się w ręce, a czerwona maź zaczęła wydobywać się z małego nacięcia. Małego ? Tak. Za każdym razem stawało się coraz większe. Za każdym razem czułam więcej łez, czułam jak ból tak jakby odlatuje. Czułam jakbym to ja odlatywała. Jakbym trawiła gdzieś indziej.
- Cholera krew ! - wrzasnęłam na cały głos w końcu otwierając oczy swoje brązowe tęczówki. Cholera co ja najlepszego zrobiłam. Wstałam z podłogi nie zwracając uwagi, iż krew kapała na białe kafelki. Chciałam usłyszeć głos Agnes. Agnes, która otworzy mi oczy opieprzając mnie jak idiotkę. Podeszłam do drzwi otwierając je, a widząc Agnes cicho westchnęłam.
- Przepraszam – wybełkotałam ponownie zsuwając się po zamkniętych drzwiach. Co ja mogłam więcej powiedzieć ? Wybacz jestem chora psychicznie. Wybacz, chcę wracać do Polski bo go kocham. Musiałam z tym walczyć, a jak nie bez bólu to z nim. Z nim i z nutką krwi.

.•*´`*•. .•*´`*•

Siedziałam wygodnie na łóżku, kiedy drzwi do łazienki się otworzyły. Czarnowłosa jak gdyby nigdy nic zsunęła się po drzwiach wypowiadając jedno słowo. Momentalnie zmierzyłam ją od góry do dołu, a widząc żyletkę podbiegłam do niej kucając przed nią. Ujęłam jej zranioną dłoń spoglądając w jej załzawione oczy. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Dlaczego ? Dlaczego ona miała takie głupie pomysły.
- Oddaj mi to ! - wykrzyczałam po chwili ciszy, a gdy ta wręczyła mi niebezpieczny przedmiot momentalnie wrzuciłam go do kosza biegnąć do łazienki po apteczkę. Zawinęłam jej nadgarstek po czym usiadłam obok przytulając ją do siebie. Gesty wyrażały dużo więcej niż słowa. Wyrażały coś wspaniałego, a ona tego potrzebowała. Potrzebowała najmniejszego gestu z mojej strony.
- Pierdole zostajemy tutaj. Czekaj zadzwonię do Lou – wybełkotałam wstając i zabrałam telefon szukając kartki, którą dał mi Louis. Wybiłam numer czekając na sygnał. Pięknie jeszcze nie odbierał. Trudno trzeba próbować do skutku. Ponownie nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nic. Po kilku próbach postanowiłam napisać mu wiadomość, że nie mogę zostawić Car samej. Dodałam też, że przepraszam za to wszystko, bo doskonale wiem, iż mieliśmy spędzić czas w czwórkę, a na dodatek opisałam mu co stało się Caroline. Teraz wystarczyło tylko czekać. Czekać na zbawienie, aż w końcu to wszystko odczyta. Miejmy nadzieję, że nie będzie zły.

.•*´`*•. .•*´`*•

Dźwięk wibrującego telefonu rozniósł się po całym pokoju. Byłem zmęczony. Niechętnie odwróciłem się na drugi bok, lecz to nic nie dało.
- Louis ! Louis ! - wykrzyczał ktoś nad moim uchem. Otworzyłem przerażony swoje niebieskie tęczówki spoglądając na Harolda, który paradował w samych bokserkach. Jak to on trzymał mój telefon w swoich dłoniach.
- Dzięki – wybełkotałem obierając go po czym przeczytałem wiadomość od Agnes, która była dość długa. Właściwie sam zacząłem się martwić czytając ostatni akapit. Jak to Caroline cierpiała ? Przecież wczoraj ociekała radością. Momentalnie wyskoczyłem z łóżka poprawiając swoje bokserki, po czym pobiegłem pod prysznic. Nie miałem zbytnio czasu, a jeszcze musiałem obudzić tego żarłoka. Wcisnąłem na swój zgrabny ( według mnie dość kobiecy ) tyłek czerwone rurki biorąc jakąś koszulkę w dłoń. Wsunąłem telefon do kieszeni po czym pobiegłem po pokoju Niall'a.
- Niall ! Niall ! Wstawaj ! Mamy problem ! - wrzeszczałem jak opętany, lecz ten najwidoczniej spał jak zabity. Wskoczyłem na niego po czym delikatnie pociągnąłem go za blond włosy, a ten otworzył oczy jakby zobaczył ducha. Oczywiście wpatrywał się w mój nagi tors.
- A tak wybacz. Wstawaj z łóżka Caroline ma kłopoty – ponownie wrzasnąłem zakładając na siebie koszulkę po czym wstałem z niego i sam pobiegłem w stronę drzwi rzucając na oczep się słowo „ masz 5 minut Horan ! „ chodź wiedziałem, że całe oczekiwanie będzie trwało dłużej.

.•*´`*•. .•*´`*•

- Mamo jeszcze chwilę ! Mamo chcę naleśniki – wymruczałem przez sen, kiedy ktoś na mnie wskoczył. Nie przejąłem się tym do czasu, gdy nie poczułem macania swoich blond włosów. Otworzyłem niebieskie tęczówki, spoglądając na tors Lou a słysząc, że Caroline ma kłopoty zerwałem się z łóżka jak pojebany. Lubiłem ją. Wyglądała na bardzo miłą i słodką dziewczynę. Miała takie głębokie, niebieskie niczym ocena oczy, a do tego te malinowe, pełne wargi. I uśmiech, który pokazywał jej idealne, białe a za razem równe zęby. Pobiegłem pod prysznic, który nie trwał dość długo. Przecież kobieta miała kłopoty, a mnie już totalnie dopadało zmartwienie. Założyłam jasne rurki, po czym czerwone polo starając się spokojnie zapiąć guziki. Cały się trząsłem, a kiedy w końcu zrezygnowałem pobiegłem jeszcze do sypialni zabierając telefon i nie ogarnięty założyłem swoje buty wybiegając razem z Lou. Całe szczęście, że Agnes podała nam adres. Wbiegliśmy po schodach na górę otwierając drzwi do ich pokoju. Caroline siedziała zapłakana w ramionach Agnes. Szybko do niej podbiegłem pomagając jej wstać, po czym przytuliłem ją do siebie.
- Nie płacz. Nie płacz ja jestem przy Tobie – wyszeptałem chodź mi samemu zbierało się na łzy widząc ją w takim stanie. A mówią, że mężczyźni nie płaczą. Ja należałem do tych wrażliwych. Do tych, którzy nie potrafią wyrazić uczuć słowami, ale za to potrafią je pokazać oddając w nie całe swoje serce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz