- Spierdalaj ! - usłyszałam
krzyk. To chyba była Caroline, jak dobrze zrozumiałam rozmawiała z
jakimś facetem. Otworzyłam swoje zmęczone powieki przecierając je
delikatnie dłońmi, po czym rozejrzałam się po pokoju. Dziewczyna
stała przy oknie zalana łzami. - Mówiłam Ci odpierdol się –
znów wrzasnęła po chwili ciszy, przez co wyskoczyłam z łóżka
jak oparzona podbiegając do niej i wyrywając jej telefon. „
Nikolas„ to imię widniało na jej wyświetlaczu. Bez pytania
nacisnęłam czerwoną słuchawkę przytulając zapłakaną
przyjaciółkę. Mimo tego, że nie byli razem ona nadal go kochała.
Nawet kiedy była z Niall'em nie mogła przestać o nim myśleć. O
skurwysynie zatruwającym jej serce. I w tym oto momencie zaczęłam
się bać. Bać o to, że coś sobie zrobi. Caroline stwierdziła, że
musi iść do łazienki. Tak też zrobiła. Zabrała ze sobą telefon
czytając przychodzące wiadomości. Teraz sama zaczęłam się
zastanawiać, czy Londyn to był dobry pomysł, ale wiedziałam za co
nie lubiłam tak tego chłopaka. Mianowicie za to, kim był. A
przeszłości nie miał wcale takiej kolorowej
.•*´`*•. .•*´`*•
Momentalnie zamknęłam drzwi do łazienki opierając
się o nią. Wszystko było tak jakby przez mgłę. Delikatnie
zsunęłam się z płaczem po ścianie tym razem nie ukrywając łez.
Byłam sama. Całkiem sama i nikt nie potrafił mi z tym pomóc. Co z
tego, że nadal go kochałam ? Nic ! Nikogo to nie obchodziło.
Nikogo nie obchodziły nasze kłótnie i wzajemne kłamstwa. Nawet o
Milk Shake City miałam gdzieś. Jeżeli Agnes chciała iść to
proszę bardzo. Według mnie marzenia nie istniały i nigdy nie będą
istnieć. Cichaczem poczołgałam się na czworakach, do białej
półki otwierając jedną z szufat wyjmując kosmetyczkę, którą
otworzyłam. Nadal nie rozumiem po co trzymałam w niej, ten cholerny
naszyjnik z żyletką.
- Jeżeli kiedykolwiek nie będziemy razem zrób to
– wyszeptałam przypominając sobie słowa mojego ukochanego.
Wygodnie oparłam się o białą szafkę przykładając narzędzie
do nadgarstka. Serce krzyczało nie rób tego, zaś mózg kazał mi
to zrobić. Poczułam jak owe narzędzie wbija mi się w ręce, a
czerwona maź zaczęła wydobywać się z małego nacięcia. Małego
? Tak. Za każdym razem stawało się coraz większe. Za każdym
razem czułam więcej łez, czułam jak ból tak jakby odlatuje.
Czułam jakbym to ja odlatywała. Jakbym trawiła gdzieś indziej.
- Cholera krew ! - wrzasnęłam na cały głos w
końcu otwierając oczy swoje brązowe tęczówki. Cholera co ja
najlepszego zrobiłam. Wstałam z podłogi nie zwracając uwagi, iż
krew kapała na białe kafelki. Chciałam usłyszeć głos Agnes.
Agnes, która otworzy mi oczy opieprzając mnie jak idiotkę.
Podeszłam do drzwi otwierając je, a widząc Agnes cicho
westchnęłam.
- Przepraszam – wybełkotałam ponownie zsuwając
się po zamkniętych drzwiach. Co ja mogłam więcej powiedzieć ?
Wybacz jestem chora psychicznie. Wybacz, chcę wracać do Polski bo
go kocham. Musiałam z tym walczyć, a jak nie bez bólu to z nim. Z
nim i z nutką krwi.
.•*´`*•. .•*´`*•
Siedziałam wygodnie na łóżku, kiedy drzwi do
łazienki się otworzyły. Czarnowłosa jak gdyby nigdy nic zsunęła
się po drzwiach wypowiadając jedno słowo. Momentalnie zmierzyłam
ją od góry do dołu, a widząc żyletkę podbiegłam do niej
kucając przed nią. Ujęłam jej zranioną dłoń spoglądając w
jej załzawione oczy. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Dlaczego ?
Dlaczego ona miała takie głupie pomysły.
- Oddaj mi to ! - wykrzyczałam po chwili ciszy, a
gdy ta wręczyła mi niebezpieczny przedmiot momentalnie wrzuciłam
go do kosza biegnąć do łazienki po apteczkę. Zawinęłam jej
nadgarstek po czym usiadłam obok przytulając ją do siebie. Gesty
wyrażały dużo więcej niż słowa. Wyrażały coś wspaniałego,
a ona tego potrzebowała. Potrzebowała najmniejszego gestu z mojej
strony.
- Pierdole zostajemy tutaj. Czekaj zadzwonię do Lou
– wybełkotałam wstając i zabrałam telefon szukając kartki,
którą dał mi Louis. Wybiłam numer czekając na sygnał. Pięknie
jeszcze nie odbierał. Trudno trzeba próbować do skutku. Ponownie
nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nic. Po kilku próbach
postanowiłam napisać mu wiadomość, że nie mogę zostawić Car
samej. Dodałam też, że przepraszam za to wszystko, bo doskonale
wiem, iż mieliśmy spędzić czas w czwórkę, a na dodatek
opisałam mu co stało się Caroline. Teraz wystarczyło tylko
czekać. Czekać na zbawienie, aż w końcu to wszystko odczyta.
Miejmy nadzieję, że nie będzie zły.
.•*´`*•. .•*´`*•
Dźwięk wibrującego telefonu rozniósł się po całym
pokoju. Byłem zmęczony. Niechętnie odwróciłem się na drugi bok,
lecz to nic nie dało.
- Louis ! Louis ! - wykrzyczał ktoś nad moim
uchem. Otworzyłem przerażony swoje niebieskie tęczówki
spoglądając na Harolda, który paradował w samych bokserkach. Jak
to on trzymał mój telefon w swoich dłoniach.
- Dzięki – wybełkotałem obierając go po czym
przeczytałem wiadomość od Agnes, która była dość długa.
Właściwie sam zacząłem się martwić czytając ostatni akapit.
Jak to Caroline cierpiała ? Przecież wczoraj ociekała radością.
Momentalnie wyskoczyłem z łóżka poprawiając swoje bokserki, po
czym pobiegłem pod prysznic. Nie miałem zbytnio czasu, a jeszcze
musiałem obudzić tego żarłoka. Wcisnąłem na swój zgrabny (
według mnie dość kobiecy ) tyłek czerwone rurki biorąc jakąś
koszulkę w dłoń. Wsunąłem telefon do kieszeni po czym pobiegłem
po pokoju Niall'a.
- Niall ! Niall ! Wstawaj ! Mamy problem ! -
wrzeszczałem jak opętany, lecz ten najwidoczniej spał jak zabity.
Wskoczyłem na niego po czym delikatnie pociągnąłem go za blond
włosy, a ten otworzył oczy jakby zobaczył ducha. Oczywiście
wpatrywał się w mój nagi tors.
- A tak wybacz. Wstawaj z łóżka Caroline ma
kłopoty – ponownie wrzasnąłem zakładając na siebie koszulkę
po czym wstałem z niego i sam pobiegłem w stronę drzwi rzucając
na oczep się słowo „ masz 5 minut Horan ! „ chodź wiedziałem,
że całe oczekiwanie będzie trwało dłużej.
.•*´`*•. .•*´`*•
- Mamo jeszcze chwilę ! Mamo chcę naleśniki –
wymruczałem przez sen, kiedy ktoś na mnie wskoczył. Nie przejąłem
się tym do czasu, gdy nie poczułem macania swoich blond włosów.
Otworzyłem niebieskie tęczówki, spoglądając na tors Lou a
słysząc, że Caroline ma kłopoty zerwałem się z łóżka jak
pojebany. Lubiłem ją. Wyglądała na bardzo miłą i słodką
dziewczynę. Miała takie głębokie, niebieskie niczym ocena oczy,
a do tego te malinowe, pełne wargi. I uśmiech, który pokazywał
jej idealne, białe a za razem równe zęby. Pobiegłem pod
prysznic, który nie trwał dość długo. Przecież kobieta miała
kłopoty, a mnie już totalnie dopadało zmartwienie. Założyłam
jasne rurki, po czym czerwone polo starając się spokojnie zapiąć
guziki. Cały się trząsłem, a kiedy w końcu zrezygnowałem
pobiegłem jeszcze do sypialni zabierając telefon i nie ogarnięty
założyłem swoje buty wybiegając razem z Lou. Całe szczęście,
że Agnes podała nam adres. Wbiegliśmy po schodach na górę
otwierając drzwi do ich pokoju. Caroline siedziała zapłakana w
ramionach Agnes. Szybko do niej podbiegłem pomagając jej wstać,
po czym przytuliłem ją do siebie.
- Nie płacz. Nie płacz ja jestem przy Tobie –
wyszeptałem chodź mi samemu zbierało się na łzy widząc ją w
takim stanie. A mówią, że mężczyźni nie płaczą. Ja należałem
do tych wrażliwych. Do tych, którzy nie potrafią wyrazić uczuć
słowami, ale za to potrafią je pokazać oddając w nie całe swoje
serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz