Caroline Clark.
Ciche westchnięcie rozniosło się po całym pokoju, a jej brązowe tęczówki wodziły po kolejnym rozdziale książki. Caroline uwielbiała romantyzm w literaturze. Kochała kiedy główna bohaterka miała swojego tak zwanego Romeo. Sama go miała. Miała, chodź mimo wszystko w ich związku pojawiały się różne konflikty. Przewróciła kolejną stronę, jedną dłonią głaszcząc swojego ukochanego psa. Tak. On dawał jej więcej miłości niż chłopak, aż czasem za dużo.
Agnes Williams.
Nikolas Donato.
Kolejny raz nie potrafił zrozumieć tego, dlaczego właśnie od niej dostał suszarką. Dlaczego wywaliła go z mieszkania, z płaczem. Nie lubił tego, albo może nienawidził ? Kiedy widział łzy w oczach kobiety zawsze czuł się winny. Często bolało go to, że jego związek z Caroline psuje się tylko i wyłącznie z jego winy, a nikogo innego. Bolała go szara rzeczywistość.
Daniel Colbin.
Jego wargi znów dotknęły jej czoła. Uwielbiał kiedy leżeli oboje wtuleni w siebie. Uwielbiał zapach jej nowych perfum, ale miał dość kiedy cały czas mówiła o tym One Direction. Rozumiał. Obie z Clark były ich fankami, lecz bez przesady. Czasem miał ochotę kupić jej bilet w jedną stronę. Miał ochotę rzucić ją na bruk pozbywając się wszelkich wspomnień.
Niall Horan.
Melodia grana na gitarze roznosiła się po całym pokoju, a nuty zostały uwiecznione na kartkach. Odłożył swoją gitarę na bok, po czym wstał kierując się do kuchni. Był głodny, więc wyjął z lodówki dżem od razu go zajadając. Mimo niskiego wzrostu i Irlandzkich korzeni Niall czuł się wspaniale. Może posiadał kilka nawyków, a jednym z nich było jedzenie, puszczanie bąków czy też głośne śpiewanie pod prysznicem. Jako młody piosenkarz, czy też razem gitarzysta uwielbiał się śmiać. Uwielbiał zarażać wszystkich Irlandzkim śmiechem. Przeczesał opuszkami palców swoje blond włosy uśmiechając się, przy okazji pokazując swój aparat. Niall nie chodził na randki, lecz cały czas czeka na tą jedyną, a za razem niepowtarzalną damską wersję.
Louis Tomlinson.
Kolejne chrupnięcie marchewki. Louis krząkał się po kuchni delikatnie marszcząc swoje brwi. Co będzie jeżeli marchewki już kompletnie wyjdą ? Za pewnie znów będzie musiał iść do sklepu robiąc porządny zapas. Skradł się do pokoju swojego przyjaciela Harry'ego, po czym ujął w swoje dłoń jego ulubioną perfumę pryskając nią cały pokój. Woń momentalnie się rozniosła, na co Louis wybuchnął śmiechem. Był zabawny, lecz chłopcy uważali go za cholernie spokojnego mężczyznę. Pozory mylą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz