Wparowałam do pokoju
Caroline jak szalona. Cała się trzęsłam, wręcz nie potrafiłam
wydobyć ze swoich ust żadnego słowa. Bezlitośnie opadłam na
duże, wygodne łóżko piszcząc jak opętana, ale to nie trwało
długo. Kiedy moja przyjaciółka znalazła się obok od razu ją
przytuliłam, a w moich oczach pokazały się łzy. Cierpiała.
Cierpiała po stracie Nikolasa, wiedziałam, że Londyn dobre jej
zrobi. Musiała zapomnieć o tym cholernym bólu, który tkwił w jej
sercu.
- Caroline boli cię ? -
zapytałam z nutką niepewności, kiedy ta odsunęła się ode mnie
trzymając swoją dłoń w miejscu, gdzie znajdowało się serce.
Często namawiałam ją, aby jechała z tym do szpitala lecz ona
była taka uparta. Czasem nie mogłam zrozumieć, dlaczego ją
kocham. Nie musiała mi odpowiadać na to pytanie, wystarczyło
zobaczyć jak zamyka swoje brązowe tęczówki starając się
oddychać.
- Spakuje Cię –
powiedziałam po chwili ciszy wstając z łóżka i z jej szafy
wyjęłam dużą, różową torbę do której zaczęłam pakować
jej rzeczy. Obie mieliśmy świetny gust, a ja znałam ją na tyle
długo, aby doskonale wiedzieć co tak naprawdę weźmie ze sobą.
Ból ustąpił. Car otworzyła oczy zagryzając dolną wargę, kiedy
już skończyłam to całe pakowanie.- Dziękuje – wydobyła ze swoich ust, a ja musnęłam delikatnie jej policzek postanawiając, że teraz pójdziemy do mnie i tam się zatrzymamy. Zabrałam torbę przyjaciółki schodząc na dół, gdzie obie wyszłyśmy z mieszkania kierując się pod odpowiedni adres. Moje mieszkanie znajdowało się nie daleko, więc kiedy je otworzyłam ze spokojem weszłam do środka wchodząc po schodach na górę, gdzie czekała nas nie miła niespodzianka. Daniel, mój chłopak siedział z Nikolasem na moim łóżku.
- Co ? Jak ? Gdzie ? Kiedy ? - pisnęłam jak opętana chwytając torbę z półki i zaczęłam pakować ubrania. Nikt nie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Tylko Ja i Caroline. Caroline, której tak jakoś nagle zrobiło się słabo.
- Co Ty odpierdalasz ? - zapytał Daniel szybko wyrywając mi torbę z ręki o którą zaczęłam walczyć. Kiedy ją odzyskałam powróciłam do pakowania ostatnich ubrań, które tak cholernie chciałam zabrać.
- Wyjeżdżamy do Londynu. Zapomnieć – szepnęła Caroline czując jak Nikolas chwyta ją za dłoń. Widziałam w jej oczach strach. Strach przed tym, że ich usta znów się ze sobą złączą. Strach przed wszystkim co się wydarzyło w jej życiu. To ona najbardziej chciała zapomnieć. Nie spoglądała mu w oczy. Nie miała na to siły, nie miała siły nawet aby coś powiedzieć.
- Jeszcze Lou ! - wrzasnęła do mnie Car, a ja podziękowałam jej skinięciem głowy zabierając swoją teczkę, w której były rzeczy dotyczące mojego idola. Mogłam zobaczyć złość Daniela, który nienawidził mojej obsesji. A może nie rozumiał ? Daniel wyrwał mi teczkę spoglądając w moje tęczówki.
- Skończy z nim ! - wrzasnął na cały głos, chcąc wrzucić mój cenny skarb do kosza. Co mogłam zrobić ? Momentalnie uderzyłam go w policzek ze łzami w oczach, przekonując się jaki był naprawdę. Wybaczałam mu wszystko, ale te słowa nie mogłam mu wybaczyć. Miałam skończyć z idolem ? Jedynie mogłam skończyć z nim.
- Zrywam z Tobą ! - ponownie wrzasnął, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Chciał tego to proszę bardzo. Caroline słysząc to szybko wypieprzyła ich obydwu za drzwi, zaś mnie przytuliła tak mocno, że mogłam poczuć zapach jej nowych, truskawkowych perfum. Chciało mi się płakać, lecz powstrzymałam się. Gdy byłyśmy spakowane zabrałyśmy rzeczy wychodząc z mieszkania i kierując się na lotnisko. Samolot do Londynu już na nas czekał. Znaleźliśmy się w nim dość szybko zajmując odpowiednie miejsce. Mały barek, prywatna stewardesa wynajęta przez ojca Caroline. Luksus. Podróż minęła nam przyjemnie, oczywiście odebrał na szofer, który zaprowadził do limuzyny zostawiając nas pod hotelem. Hotelem ? Tak ! Całym dla nas. Zajęłyśmy z Caroline wspólny pokój. Jej duże łóżko miało Irlandzki wystrój, zaś moje ? Co poradzić marchewkowy. Rzuciłam swoją walizkę po czym pobiegłam pod prysznic. Było dość dużo godzin, a my obie byłyśmy zmęczone podróżą. Gdy wyszłam w swojej pomarańczowej piżamie rzuciłam się na łóżko spoglądając na przyjaciółkę.
- Jutro koncert. Tak cholernie się cieszę, że tu jesteśmy – powiedziałam uśmiechając się delikatnie w jej stronę. Brązowe tęczówki Caroline przeniosły na mnie wzrok. Oczywiście przerwałam jej w czytaniu książki. Widać było uśmiech na jej drobnej twarzy, którą pokrywały rumieńce.
- Ja także się ciesze Agnes. - wyszeptała, a w tym momencie przed oczami stanął mi obraz Lou. Lou, który nachylił się nade mną a nasze wargi złączyły się w delikatnym muśnięciu. Jego dłonie powędrowały na moją talię. Leżałam na łóżku Caroline, a nawet nie wiedząc kiedy poniosłam się w krainę snu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz