sobota, 31 marca 2012

[1] Dzień z życi Caroline Clark.


Słońce opadało na dębowe panele mojego zielonego pokoju. Już po raz dziesiąty usłyszałam dźwięk mojego budzika. Niechętnie przewróciłam się na drugi bok bijąc w niego dłonią, po czym otworzyłam swoje brązowe tęczówki wstając z łóżka. Byłam zmęczona, lecz tak to jest, kiedy przesiaduje się całą noc nad ulubioną książką. Z Nikolasem nie miałam kontaktu. Właściwie odkąd rzuciłam w niego suszarką po naszej ostatniej kłótni wszystko jakby prysło, albo przynajmniej mi się tak tylko wydawało. Wsunęłam na stopy swoje zielone papucie szybko kierując się pod prysznic. Zimna woda delikatnie otulała moja ciało, żel czekoladowy sprawiał, że mój mózg totalnie wariował. Wysuszyłam swoje długie, czarne włosy jak zwykle wiążąc czerwoną bandamkę, która pasowała do beżowych rurek i czerwonego polo. Delikatnie na tuszowałam długie rzęsy, w końcu wychodząc, z łazienki. Ujęłam delikatnie niebieską torbę schodząc na dół, gdzie cud się stał mój ukochany ojciec postanowił odwieźć mnie na uczelnie. Bał się. Cholernie się bał, iż coś mi się stanie. Droga na miejsce odbyła się w ciszy, na pożegnanie musnęłam delikatnie jego policzek wychodząc z samochodu. W budynku czekała na mnie Agnes. Tak jej rude włosy można było zobaczyć na kilometr.
- Agnes – wybełkotałam przytulając ją do siebie, ale nie na długo, ponieważ Nikolas momentalnie chwycił mnie za nadgarstek patrząc na mnie z miną typu „ spotkajmy się potem „. Nie chciałam mieć z nim żadnego kontaktu, chodź czasem trudno było zrozumieć dlaczego. Jedynie Agnes wiedziała o moich przypuszczeniach. Ona jako jedyna była dla mnie niczym siostra. Zawsze mogłam wypłakać się w jej nową koszulkę, a ta nie panikowała.
- Clark ! - wrzasnął ktoś, na co odwróciłam się, a widząc dziewczyny z drużyny cheerleaderk szybko odmachałam uśmiechając się delikatnie. Tak sama do nich należałam, ale nie byłam taką diwą jak niektórzy. Potrafiłam pomagać, potrafiłam nawet jeżeli mój chłopak był postrachem wszystkich osób. Zresztą co ja się dziwie ? Jego długie, czarne włosy zazwyczaj opadały mu na twarz, a w jego dolnej wardze był kolczyk. Nikt nie potrafił dowiedzieć się, co mnie tak w nim kręciło. Była to, tylko i wyłącznie miłość. On kochał mnie taką jaką byłam naprawdę. W sali zajęcia minęły nam spokojnie, gdyby nie fakt, iż nasz ukochany Pan Shmit stwierdził o tym, jacy to my jesteśmy cholernie przemęczeni i zwolnił nas. Wybiegłam z sali niczym opętana wpadając na swojego ukochanego.
- Caroline możemy pogadać ? - zapytał kładąc swoje dłonie na mojej talii. Agnes spoglądała na mnie z dość dziwną miną, więc momentalnie się od niego odsunęłam zagryzając dolną wargę. Pamiętałam o co dokładnie się pokłóciliśmy. Pamiętałam jak rzuciłam w niego suszarką ze łzami w oczach. Nasz związek opierał się tylko i wyłącznie na kłamstwach.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Ty ciągle mnie okłamujesz. Ciągle ! - powiedziałam ze łzami w oczach, którym dobrowolnie pozwoliłam spływać po swoich bladych policzkach. Ruda objęła mnie ramieniem, pokazując chłopakowi złośliwie czubek języka jakby chciała mu przekazać, że to nie ma sensu, ale on się nie poddawał. Tym razem ujął moją twarz przybliżając się do mnie tak, że mogłam bez końca wpatrywać się w jego niebieskie oczy.
- Ja cię okłamuje ? Słonko, to ty rzucasz do mnie suszarkami. - wyszeptał delikatnie muskając moje malinowe wargi. Byłam głupia. Pozwoliłam mu na to, ale tylko dla tego, że byłam bezradna. Odsunęłam się od niego ocierając swoje łzy cicho wzdychając.
- To koniec Donato nie chcę cierpieć, płakać nocami. Donato to koniec zdobyłeś to co chciałeś. Popularność, a to tylko dla tego, że Cię pokochałam – słowa ledwo przeszły mi przez gardło. Stanęłam na palcach ogarniając jego długą grzywkę, tak abym mogła spojrzeć mu w oczy. Mogłam zauważyć w nich łzy. Mogłam dostrzec tą iskierkę nadziei. Nawet nie zauważyłam kiedy nasze wargi złączyły się ze sobą w jedną całość, a jego dłonie ponownie znalazły się na mojej talli przysuwając mnie bliżej do siebie. Chciałam tego. Chciałam po raz ostatni poczuć, że mam go przy sobie.
- Car idziemy ! - wrzask Agnes tkwił w mojej głowie dość długo, oderwałam się od chłopaka po raz ostatni spoglądając mu w oczy i w końcu obie ruszyłyśmy kierunku mojego mieszkania. Kiedy otworzyłam drzwi, mój ojciec ( zacny pan prawnik ) popijał swoją ulubioną kawę, bawiąc się czymś nie ciekawym.
- Dziewczyny widzę, że Margaret nie dała wam tego – burknął pod nosem wspominając o swojej szefowej. Tak naprawdę wiedziałam jaka jest między nimi chemia. Ojciec spokojnie wstał z kanapy podając nam kopertę, którą momentalnie otworzyłam a moje brązowe oczy zrobiły się większe.
- Londyn ? Koncert ? Tato oszalałeś – powiedziałam rzucając się na niego i cholernie mocno go ściskając. Agnes zrobiła to samo. W końcu wszyscy byliśmy jak rodzina, nawet Margaret była traktowana jak honorowy gość w tym małym mieszkaniu. Małym ? 3 sypialnie, 4 łazienki, duży pokój do imprez czy też taras, gdzie był basen. Lecz stop ! Basen był też w jednym z pokoi.
- Jutro lecicie – dodał po chwili ciszy na co my z Agnes pobiegliśmy do mojego pokoju, obgadując każdy szczegół naszej nowej przygody.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz